Nienawidzę, kiedy ktoś pokłada we mnie nadzieje. Miłe uczucie, ale jednak w pewnym sensie niewygodne. Lubię, kiedy jest już po wszystkim i wiem, że wykonałam swoje zadanie właściwie. Tylko tu pojawia się problem... W niektórych wypadkach takie ocenianie może trwać całe lata, a jedno najdrobniejsze potknięcie może nas sporo kosztować. Chciałabym być warta pokładania nadziei. Chciałabym, żeby ludzie byli ze mnie dumni.
Oglądałam dzisiaj Oscary. 1,5 godziny snu i zaraz potem do szkoły. Smutne uczucie, kiedy kładziesz się spać, a chwilę później dzwoni budzik. Łóżko jeszcze nigdy nie przyciągało mnie tak mocno jak dzisiejszego poranka. I chociaż nie zliczę osób, które powtarzały mi dokładnie tę samą kwestię - "Ale czy w ogóle warto było?!" - muszę się z nimi nie zgodzić i powiedzieć jasno: było warto. Kocham tę chwilę. Niby wszystko wyreżyserowane, ale jednak taki prestiż. Chciałabym zasłużyć na taką słodką nagrodę. Jejku, Oscar byłby wspaniały. Cieszę się, że Anne Hathaway dostała. Należał jej się całkowicie. No i Adele była dla mnie trochę zaskoczeniem, bo przez ten cały czas słyszałam od taty, że Bond nigdy nie miał jakoś specjalnej szansy w tych nagrodach. Cóż... Uważam, że całkiem zasłużona nagroda, aczkolwiek występ Adele na gali wypadł dosyć słabo na tle innych. A szkoda, taki potencjał zmarnowany przez tremę...
poniedziałek, 25 lutego 2013
sobota, 23 lutego 2013
It's not you, it's me
Przyszedł w moim życiu taki okres, w którym zaczynam zastanawiać się, jakim powinnam być człowiekiem. Nie wiem, co za tym stoi, ale analizuję każde zachowanie ludzi dookoła, sprawdzam swoje odruchy i reakcje, cały czas starając się unikać błędów. Kim właściwie jestem? Myślałam nad podziałem na dwie części - jedna jest tą słodszą, która kocha zakupy, wszystkie te dziewczyńskie rzeczy w stylu "Plotkary" i tak dalej; druga natomiast przeważa we mnie chyba częściej i jest moją rockową stroną, która chce zaszaleć, zrobić coś niebezpiecznego i marzy o wspaniałym facecie z długimi włosami, tatuażami, najlepiej z gitarą lub basem (zauważyliście, że basiści są strasznie seksowni?), który ma za sobą mroczną przyszłość, ale jednak potrafi pokazać swoje słodkie oblicze.
Po drugie - otoczenie. Cały czas je obserwuję i zauważam niepokojące zmiany w swoim pokoleniu, które coraz bardziej mnie przerażają. Nie chcę być pesymistką ani nic, nie chcę też być uważana za ograniczoną konserwatystkę, bo to nie o to chodzi, ale zachowanie ludzi schodzi na psy. Smutne, ale prawdziwe. Dzieci internetu śmieją się z głupich rzeczy, porozumiewają przez super wypasione komórki, zamiast zeszytów używają tabletów. No i już w ogóle nie wychodzą z domu, jeśli nie ma takiej potrzeby - chyba że jest impreza i kumpel postawi jakąś porządną wódkę. Dobra, darujmy sobie burżuazję - jeśli postawi jakąkolwiek wódkę, będę w stanie wyjść z domu.
Nie chcę narzekać, nie taki jest mój cel. Moje posty są tu tylko po to, bym mogła rozważać swoje życie i wypowiadać się w różnych kwestiach. Chcę dać upust emocjom i po prostu rozważyć wszystko, co siedzi w mojej głowie. Nie potrafię pięknie opowiadać - moją mocną stroną są słowa. Pisane. Mogłabym myśleć przez godzinę, a i tak nie byłabym w stanie wygłosić krótkiej przemowy bez potykania się między słowami, bezsensownego machania rękoma w celu ukazania czegoś albo dłuższych przerw. Potrafię natomiast wyrażać swoje myśli na kartce papieru - wystarczy, że o czymś pomyślę, a moje palce same wystukują na klawiaturze to, co siedzi w mojej głowie. Ot tak, bez najmniejszego problemu. Nie twierdzę, że mam jakiś talent, chcę tylko powiedzieć, że łatwiej porozumiewać mi się w taki sposób.
Chciałabym przeżyć swoje życie jak najlepiej. Moim źródłem napędowym jest muzyka - to ona sprawia, że mam siłę na cokolwiek, to ona pomaga mi, kiedy jest naprawdę źle. Nawiązuję niezwykły kontakt z wykonawcą, ponieważ kiedy śpiewa o sprawach, które w danym momencie mnie dotyczą, czuję, jak gdybym znała tę osobę od lat. Nawet nie wiem, jak by to było, gdyby tego wszystkiego nie było. Zostałby mi Facebook. No i Twitter. To by mi szczęścia nie dało.
Po drugie - otoczenie. Cały czas je obserwuję i zauważam niepokojące zmiany w swoim pokoleniu, które coraz bardziej mnie przerażają. Nie chcę być pesymistką ani nic, nie chcę też być uważana za ograniczoną konserwatystkę, bo to nie o to chodzi, ale zachowanie ludzi schodzi na psy. Smutne, ale prawdziwe. Dzieci internetu śmieją się z głupich rzeczy, porozumiewają przez super wypasione komórki, zamiast zeszytów używają tabletów. No i już w ogóle nie wychodzą z domu, jeśli nie ma takiej potrzeby - chyba że jest impreza i kumpel postawi jakąś porządną wódkę. Dobra, darujmy sobie burżuazję - jeśli postawi jakąkolwiek wódkę, będę w stanie wyjść z domu.
Nie chcę narzekać, nie taki jest mój cel. Moje posty są tu tylko po to, bym mogła rozważać swoje życie i wypowiadać się w różnych kwestiach. Chcę dać upust emocjom i po prostu rozważyć wszystko, co siedzi w mojej głowie. Nie potrafię pięknie opowiadać - moją mocną stroną są słowa. Pisane. Mogłabym myśleć przez godzinę, a i tak nie byłabym w stanie wygłosić krótkiej przemowy bez potykania się między słowami, bezsensownego machania rękoma w celu ukazania czegoś albo dłuższych przerw. Potrafię natomiast wyrażać swoje myśli na kartce papieru - wystarczy, że o czymś pomyślę, a moje palce same wystukują na klawiaturze to, co siedzi w mojej głowie. Ot tak, bez najmniejszego problemu. Nie twierdzę, że mam jakiś talent, chcę tylko powiedzieć, że łatwiej porozumiewać mi się w taki sposób.
Chciałabym przeżyć swoje życie jak najlepiej. Moim źródłem napędowym jest muzyka - to ona sprawia, że mam siłę na cokolwiek, to ona pomaga mi, kiedy jest naprawdę źle. Nawiązuję niezwykły kontakt z wykonawcą, ponieważ kiedy śpiewa o sprawach, które w danym momencie mnie dotyczą, czuję, jak gdybym znała tę osobę od lat. Nawet nie wiem, jak by to było, gdyby tego wszystkiego nie było. Zostałby mi Facebook. No i Twitter. To by mi szczęścia nie dało.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)