poniedziałek, 25 lutego 2013

Probable Cause

Nienawidzę, kiedy ktoś pokłada we mnie nadzieje. Miłe uczucie, ale jednak w pewnym sensie niewygodne. Lubię, kiedy jest już po wszystkim i wiem, że wykonałam swoje zadanie właściwie. Tylko tu pojawia się problem... W niektórych wypadkach takie ocenianie może trwać całe lata, a jedno najdrobniejsze potknięcie może nas sporo kosztować. Chciałabym być warta pokładania nadziei. Chciałabym, żeby ludzie byli ze mnie dumni.
Oglądałam dzisiaj Oscary. 1,5 godziny snu i zaraz potem do szkoły. Smutne uczucie, kiedy kładziesz się spać, a chwilę później dzwoni budzik. Łóżko jeszcze nigdy nie przyciągało mnie tak mocno jak dzisiejszego poranka. I chociaż nie zliczę osób, które powtarzały mi dokładnie tę samą kwestię - "Ale czy w ogóle warto było?!" - muszę się z nimi nie zgodzić i powiedzieć jasno: było warto. Kocham tę chwilę. Niby wszystko wyreżyserowane, ale jednak taki prestiż. Chciałabym zasłużyć na taką słodką nagrodę. Jejku, Oscar byłby wspaniały. Cieszę się, że Anne Hathaway dostała. Należał jej się całkowicie. No i Adele była dla mnie trochę zaskoczeniem, bo przez ten cały czas słyszałam od taty, że Bond nigdy nie miał jakoś specjalnej szansy w tych nagrodach. Cóż... Uważam, że całkiem zasłużona nagroda, aczkolwiek występ Adele na gali wypadł dosyć słabo na tle innych. A szkoda, taki potencjał zmarnowany przez tremę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz