piątek, 29 czerwca 2012

It all ends here.

Tytuł, jak widzicie, to cytat z Harry'ego Pottera, główne hasło ostatniej części. W każdym razie chodzi o koniec roku szkolnego i pożegnanie z klasą. Jejku, to zawsze było ciężkie - mówienie "do widzenia" i staranie się, by wytrzymać bez danej osoby lub grupy osób, bez regularnego widywania ich i przeżywania z nimi rzeczy, które wcześniej były waszymi stałymi rytuałami.
Kiedy pomyślę sobie, że mam to wszystko zostawić w tyle i iść przed siebie, robi mi się niedobrze. Każdy w klasie dodał do naszej grupy coś od siebie, cząstkę swojej duszy i tworzyło to razem z wszystkimi innymi jedną całość. Nie wyobrażam sobie tego, że we wrześniu pójdę do nowej szkoły i nie zobaczę w drzwiach klasy Zrzędy, który razem z PD usiłują utrzymać porządek między nami, wesołymi po wakacjach. Jak Zrzęda zagania wszystkich do wejścia i sprawdza mundurki i identyfikatory (tak, u niego to możliwe, nawet na początku roku), a PD sprawdza wszystko ilościowo (w końcu uczy matematyki, nie?). (Kurde, czemu leci mi "My Heart Will Go On", kiedy o tym piszę? To tylko pogarsza sytuację.) Jak wchodzę do klasy ze wszystkimi dziewczynami i facetami, później idę do swojej ławki i razem z Darią komentujemy pod nosem wszystko i wszystkich. Jak PD zaczyna gadkę na wstęp kolejnej klasy, a Andzia i Fresa odwracają się w naszą stronę, by coś powiedzieć. Jak.. cóż, długo mogę ciągnąć tą historię, ale to nie ma sensu.. To pozostaje w mojej głowie i psuje mi humor na resztę dnia i nocy. Czeka mnie kolejna ciężka noc ze słuchawkami w uszach i rozkminami na temat tego wszystkiego.
Ponadto... Podszedł do mnie. I mnie przytulił. Na początku mi się podobało, nie zaprzeczam, ale potem.. jakoś tak.. uważam, że lepiej by było, gdyby mnie zignorował i zwyczajnie nie odezwał się ani słowem. Łatwiej go nienawidzić, niż obsesyjnie o nim myśleć i zadręczać się tym, "co by było, gdyby... " Powiedział: "Trzymaj się". Powiedział coś, co mówi się osobie, z którą nigdy już nie planuje się rozmawiać. Takie oficjalne pożegnanie, bo przecież to nieoficjalne zakończył słowami "Nadzieja umiera ostatnia". Ale nawet jemu już podupadła, wiem to. Nawet wiem czemu. I bynajmniej nie jest to z mojego powodu. Nienawidziłam go i wolałam przy tym zostać. A teraz przez te dwa głupie słowa i uścisk na pożegnanie znowu będę leczyć się całe wakacje. Jakby nie było.. kochałam go, tak?
Kurdee, znowu moje głupie rozkminy. Muszę to ograniczyć. Muszę ograniczyć zatruwanie Wam głów swoimi nudnymi, nic nie znaczącymi historiami. To wszystko jest nieważne. ;/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz