Od czego zależy sukces zespołu czy kapeli, jak to niektórzy wolą mówić? Jejku, jakby się nad tym zastanowić, istnieje wiele czynników, nie? Spójrzmy na taki zespół, który jest znany nam wszystkim - Guns N' Roses. Chyba bowiem tylko typowi ignoranci będą twierdzić, że Gunsi nadal trwają; ci, którzy wiedzą, jak jest naprawdę, powiedzą, że to solowy projekt Axla, c'nie?
W każdym razie: można się spierać, w którym momencie zespół rozpadł się tak naprawdę. Wiadomo przecież nie od dziś, że oryginalny skład to: Axl, Slash, Izzy, Duff i Steven. Czy można mówić o rozbiciu zespołu po wyrzuceniu Stevena, który odrobinę za daleko posunął się w ćpaniu? Wielu jednak uważa, że Matta Soruma, który zastąpił perkusistę, można zaliczać do oryginalnych członków, gdyż Adler nie był z zespołem zbyt długo. Jeśli jednak mamy być uczciwi - zespół tworzyła ta piątka, a Sorum doszedł znacznie później, tak jakby wygryzając jednego z 'oryginalnych'.
Jak na razie wszystko jest normalnie - zdaję sobie przecież sprawę z tego, że wiele kapel wywalało członków zespołu z powodu różnych uzależnień, których nie mogli się pozbyć. Cóż, okrutne, ale prawdziwe - taka była wtedy rzeczywistość. No i nie tylko wtedy, dzisiaj też można spotkać się z takimi przypadkami. Dodajmy jeszcze fakt, że nie było dla nich zbyt przyjemnie po wywaleniu Adlera, gdyż nasz mały kolega zaczął spory i niemiłe przygody w sądzie, winiąc swoich byłych przyjaciół o wciągnięcie go w nawyk ćpania, po czym wyrzucenie z zespołu. Tu nie dziwię się chłopakom za niepochlebne wypowiedzi o Stevenie, bo chociaż kocham go za to, jakim był perkusistą i człowiekiem, odrobinę przegiął. Jak powiedział sam Slash: czekali na niego rok, by doprowadził się do porządku i zdołał wyjść z uzależnienia, jednak wszystkie odwyki przerywał, myśląc, że jest prawdziwą gwiazdą rock'n'rolla. W tym momencie naprawdę szkoda mi perkusisty, bo, cóż, wiadomo, że żyli na krawędzi i niestety chłopak trochę zbyt bardzo się w to wciągnął i nie potrafił przyjąć pomocy. Naprawdę smutne zakończenie wspaniałej przygody, którą był dla niego ten zespół i przyjaźń z pozostałymi Gunsami. Mimo to cieszę się, że po tylu latach odnowili kontakty i znowu się przyjaźnią. : )
W międzyczasie dochodzi kolejna rzecz - pieniądze. Tak, chłopaki podpisali kontrakt z wytwórnią Geffen Records i dostali naprawdę sporą zaliczkę, każdy z nich bez wyjątku, której większą część wydali na... tak, na tatuaże i trochę nowych ciuchów. Można by pomyśleć, że kasa zniszczyła odrobinę ich dotychczasowe życie, bo przecież wcześniej żyli na ulicy i często nie mieli nawet co jeść. Nagle dostali trochę pieniędzy i w końcu mogli pozwolić sobie na wszystko. Wydali Appetite For Destruction i powyprowadzali się do swoich własnych mieszkań, apartamentów czy czegoś tam jeszcze i ich wspólne życie się skończyło. Myślę, że od tamtej pory już nie było tak samo jak wcześniej.
Kolejnym czynnikiem według mnie było nastawienie Axla i jego psychoza maniakalno - depresyjna. Głupcem byłby ktoś, kto powiedziałby, że to nieprawda, i że Rudy wcale nie miał w tym żadnego udziału. Prawda jednak jest jaka jest - chłopak miał swoje humory, często groził odejściem, urządzał sceny w najmniej odpowiednich momentach, no i na końcu zaczął gwiazdorzyć tak, że nawet jego kumple mieli go dosyć. Nie pojawiał się na próbach, przy nagrywaniu płyty, często znikał bez żadnej zapowiedzi i robił wielkie halo z byle czego. Jego wybuchowy temperament był nieprzewidywalny - wielu ludzi już po pewnym czasie miałoby dosyć i dałoby spokój, jednak Gunsi jakoś to wytrzymali i było dobrze... póki co.Zmierzamy już do samego końca opowieści, kiedy to nastąpiła pewna zmiana w ich karierze. Cóż, właśnie na to słowo powinniśmy zwrócić swoją największą uwagę. Kariera? Jaka kariera? Mówimy o zespole, który zaczynał w parszywych klubach, do których przychodziło może kilka osób. Ile razy było tak, że grali przy praktycznie zerowej publice? Ile razy było tak, że zostawali wybuczeni i wywaleni, często nie dostawali zapłaty, bo właściwie dla nikogo się nie liczyli? No i w końcu ile wysiłku musieli włożyć, by ktoś w ogóle ich słuchał? Owszem, zawsze zaczyna się od zera, jestem tego świadoma, jednak... czy nie jest tak, że byli jedną z niewielu kapel, które wybiły się tak na poważnie? O których słuch nie zaginął po kilku miesiącach, latach? Cóż, zostali ponadczasowi.
Wiecie, do czego zmierzam? Wielki rozgłos nie jest dobrą sprawą dla takiej kapeli. A już szczególnie wiedział o tym gitarzysta Gunsów - Izzy Stradlin, który szybko to zrozumiał i odszedł, póki to zabrnęło za daleko. Miał dosyć rozgłosu, jasne, to zrozumiałe, próbował być niewidzialny. Kiedy zespół wszedł na wyższy poziom i zaczął być rozpoznawany, a faceci zaczęli używać prywatnych samolotów, wozić ze sobą śmieszne chórki, zatrudniać 76476867 ludzi, którzy byli właściwie po nic, to z góry było skazane na katastrofę. Jedynie Izzy miał dosyć rozumu w głowie, by wziąć nogi za pas i uciec jak najdalej od tego całego zamieszania. Brawo dla niego, poważnie.
Podobno Axl błagał go o wybaczenie i powrót do kapeli - jeśli to prawda, wcale bym mu się nie dziwiła. Izzy był wielką częścią zespołu - stworzył sporo piosenek, dużo komponował i nadawał tej kapeli pewego unikatowego kształtu. Po jego odejściu wszystko się posypało - tym razem już całkowicie. Powoli zaczęli odchodzić pozostali członkowie Gunsów, a został jedynie ten, który, o ironio losu, najczęściej groził odejściem. Axl ponarzekał trochę na swoich byłych kumpli, jednak wiadome, że kierowała nim gorycz, spowodowana opuszczeniem przez kompanów, którzy, można by tak pomyśleć, będą jeszcze na długi czas. Mamy rok 2012 i Rudy przejął nową taktykę - chwalić swoich obecnych członków zespołu i udawać, jakby tamci wcześniejsi nie istnieli, że nic go nie obchodzą początki zespołu i ludzie, którym naprawdę sporo zawdzięcza.
Tymczasem pozostali ułożyli się całkiem dobrze - wystarczy tylko spojrzeć na ich projekty typu: Adler's Appetite, Duff McKagan's Loaded, Slash's Snakepit, Velvet Revolver (w którym zebrał się Duff, Slash i Matt jednocześnie :D) czy Slash Featuring Myles Kennedy and The Conspirators (dłuższej nazwy się nie dało?).
Cóż, jedyne, co mam do powiedzenia na koniec to to, że podziwiam ich wszystkich, każdego z osobna, choć Axl jest u mnie długotrwale na czarnej liście. Oczywiście życzę mu jak najlepiej i mam nadzieję, że nie potraktuje swoich obecnych kumpli podobnie jak tych starych. Mam nadzieję, że oni wszyscy zrobią w swoim życiu jeszcze coś niesamowitego i że ułoży im się jak najlepiej.
Tymczasem gratuluję zespołom, które zdobyły receptę na sukces, np. The Rolling Stones czy Aerosmith, które wytrwały już bardzo długie lata. Trzymam kciuki za to, by pozostałe kapele brały z nich przykład i dbały o to, co jest tak naprawdę ważne. ; )
Piszcie, co Wy myślicie na ten temat. ;3



Czuję się z siebie dumna, żem moimi przemyśleniami, natchnęłam cię do ogarnięcia tego wszystkiego. Ujęłaś wszystko to, co siedziało mi w głowie. Po odejściu Izzy'ego zaczęło się już totalnie pieprzyć. Nie wiem, czy Axl serio jest takim idiotą, czy tylko udaje, ale porządnie spieprzył sprawę. Robi z siebie wielkiego gwiazdora, a obecne GN'R to jest - jak wspominałaś - solowy projekt Axla pod nazwą, która - moim zdaniem - nie powinna być wykorzystywana przez niego. Chinese Democracy to dobra płyta i chociaż ciężko mi się ją trawi, nie mogę powiedzieć, że jest niedobra i beznadziejna - bo skłamię. Jednak dla mnie Gunsi kończą się po odejściu osobistości z pierwszego składu. Wybaczcie, ale żaden Ashba ani Bumbelfoot, czy jak mu tam (z reguły używam innego określenia na niego, ale pozwolę sobie darować to na Twoim blogu) i inni NIGDY nie zastąpią Slasha, Duffa, Stevena czy Izzy'ego (no nawet tego Gilby'ego, bo do kolesia tez nic nie mam. Matta też możemy podpiąć). Takim sposobem zarzuciłam Ci mega spamującym komentarzem, który zawiera prawie to samo, co Twoja notka. Brawo ja.
OdpowiedzUsuńps. kocham to ostatnie zdjęcie. ;3