wtorek, 28 sierpnia 2012

Wakacyjni mistrzowie, czyli co pobiło moje serce wręcz śpiewająco.

Hej, ludziska, dawno nie pisałam, ale to z powodu braku motywacji. Mam prowadzić bloga dla zaledwie jednej osoby, która czyta te moje wypociny? Taa, jasne. No, w każdym razie zebrałam się jakoś, bo mi się nudziło, i piszę teraz o siedmiu zespołach, które trafiły do mnie najbardziej w czasie wakacyjnych wędrówek po świecie muzyki.
7) Silversun Pickups
Rozwodziłam się o nich w jednej, oddzielnej notce, która miała na celu podsumowanie ich całego dorobku muzycznego. Trochę za słabo oceniłam ich pierwszą i ostatnią płytę, jednak po kilku odtworzeniach dostrzegam w nich prawdziwy potencjał i dobry materiał. Pokochałam te piosenki, które wcześniej były dla mnie bez życia, więc uprzedzam, że trzeba poświęcić temu trochę więcej czasu. Nie pożałujecie!
6) Mötley Crüe
Okej, wzięłam się za nich z koleżanką, ot tak, z ciekawości, co to za kapela, która miała na pieńku ze słynnymi Guns N' Roses. Muzyka naprawdę dobra, choć sami ci kolesie wyglądają nieco jak transwestyci (przepraszam, jeśli kogoś obraziłam tymi słowami, to tylko moje luźne spostrzeżenie). Muzyka, moim zdaniem, brzmi, jakby była niedopracowana i surowa, chociaż myślę, że chłopaki włożyli sporo pracy, by brzmiała właśnie w ten, a nie inny sposób. Według mnie piosenki dają kopa, bo są energiczne i naładowana entuzjazmem i zaangażowaniem. Żadnego smęcenia, czyste szaleństwo. 
5) The Cult
O tym zespole też pisałam osobną notkę, więc długo mówić nie będę: głos Iana wymiata, a muzyka - dopracowana w każdym szczególe. Choice Of Weapon (najnowsza płyta) + Love to moi absolutni faworyci, ale poza tym panowie dorobili się naprawdę wyśmienitej muzyki. 
4) The Killers
Ach, jakże jestem zła, że nie dane było mi ich zobaczyć w tym roku na Coke Live Music Festival. Był ktoś? Hej, jeśli nie znacie ich muzyki, to radzę jak najprędzej się za nią zabrać, bo goście rządzą! Głęboki wokal i idealnie dopasowana linia melodyjna - dla mnie bomba! Oni też dają sporo energii, a przy okazji mają parę mocniejszych kawałków. Dwie pierwsze płyty są dla mnie perfekcyjne, najnowsza natomiast odrobinę gorsza i mniej porywająca, ale, hej, zawsze mogą dopaść nas gorsze dni, nie?
3) Sex Pistols
Ach, absolutny klasyk, kto by o nich nie słyszał? Przyznaję - muzyka oryginalna, specyficzna, ale za to jaka wyjątkowa! Jak to moja kumpela stwierdziła - kiedy pierwszy raz odtworzyła SP, pomyślała, że ktoś usunął wokal i podłożył swój głos. Nie, naprawdę, tak śpiewał wokalista grupy - Johnny Rotten - ale oznajmiam wszem i wobec, że DA SIĘ PRZYZWYCZAIĆ, poważnie. Jasne, z samego początku człowiek jest zaszokowany tą muzyką i może nawet dać sobie z nią spokój, jak ja na przykład, ale wróciłam do tego, tak? Piosenki zapadły mi w pamięć i, jejku, jeszcze nigdy nie słyszałam czegoś tak energicznego i... świeżego. Inspirujące, powaga, radzę sięgnąć po ten niewątpliwie inny klasyk. 
2) Three Days Grace
Zasługa kochanej Fresy, że zaczęłam słuchać tego zespołu. Kojarzycie może film Szansa Na Sukces z Hilary Duff? Film zaczyna się bowiem od koncertu tej kapeli, a potem, cóż, wszystko idzie coraz gorzej. W każdym razie... Błagam, jeśli chcecie poznać trochę ich muzyki, nie zaczynajcie od pierwszych płyt. Z czystym sumieniem mogę Wam powiedzieć, że nie jest to zbyt dobre czy ambitne, chociaż sama żałuję, że nie jest inaczej. Moim sercem zawładnął raczej krążek One X, a zaraz po nim Life Starts Now. Dopiero po tym możecie, o ile będziecie jeszcze chcieli, zabrać się za pozostałą twórczość kapeli. No i przypominam o nowym krążku chłopaków, który nadchodzi już niedługo!
1) Van Halen
Nadchodzą lepsze czasy, zaraz później gorsze. Nie wiem, jak podchodzą do tego krytycy, ja natomiast mówię tak: idealny debiut, cudowna płyta z '78 i wspaniałe brzmienie - to właśnie zapewniło takie wybicie się kapeli. Dalsze krążki? Słabsze, ale ujdą w tłoku. Dochodzę do Diver Down i na mojej twarzy znów pojawia się szeroki uśmiech z powodu wybitnego krążka. To właśnie moje dwie ulubione płyty w dorobku Van Halen, chociaż nie mówię, że nie zmienię zdania - zespół ma aż 11 płyt (a właściwie 12 , licząc tę, która wyszła w tym roku!), które ciężko ogarnąć w jeden wieczór. Jedno jest pewne - pokochałam ich muzykę i nie mogę się doczekać, aż przesłucham ich najnowsze dzieło. Pełną relację znajdziecie na blogu, rzecz jasna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz