Nawet nie zauważyłam, kiedy się tak zmieniłam. Uwielbiałam nowości w życiu. Właśnie wtedy odkryłam, że nie wszystko jest wesołe czy kolorowe - rodzice nie są idealni, przyjaciele potrafią zawieść, a ludzie, na których wcześniej nie zwracało się uwagi, potrafią wyciągnąć Cię z czarnej otchłani. Przeżyłam pierwszą miłość i uświadomiłam sobie, że takie uczucie ssie, a muzyka potrafi leczyć rany. Narodziłam się na nowo i zrozumiałam, co jest dla mnie naprawdę ważne - przyjaciele, rodzina, pomaganie innym ludziom i robienie w życiu tego, co się kocha. Dorosłam i mam świadomość tego, że to nie tylko otoczenie, w którym żyję, przyczyniło się do tych zmian; chodzi również o przeżycia i nowe doświadczenia, których zaznałam.
Teraz jednak zastanawiam się - czemu musiało to nastąpić tak szybko? Pamiętam pierwszą klasę gimnazjum i tego, jaka byłam wtedy, a jaka stałam się przez te kilka następnych lat. Wtedy potrafiłam śmiać się z byle czego i życie było beztroskie, natomiast teraz... cóż, teraz wiem, jak jest naprawdę, i mimo że wszystko jest ze mną na co dzień w porządku, są takie chwile, że naprawdę żałuję tego, jaka się stałam. Masz mnóstwo czasu na dorastanie, krzyczy coś we mnie. Mam, zgadzam się, ale co z tego? Co z tego, skoro to już się stało? Nadal potrafię śmiać się do siebie, ale do wszystkiego podchodzę z większą już rezerwą.
Weźmy na przykład dzisiejszy dzień: gdyby wszystko było jak dawniej, zwróciłabym na siebie uwagę tłumu i znalazłabym nowych przyjaciół. Byłam kiedyś strasznie otwarta. Na nowych ludzi, nowe sytuacje, nowe zachowania i wiele innych rzeczy. Dziś siedziałam tam jak na kazaniu z jedną tylko myślą: Nie chcę integrować się z tymi ludźmi. Nie chcę ich nawet dopuszczać do siebie. Nie chcę, by stawali się moimi przyjaciółmi. To tak, jakbym próbowała wymazać z pamięci, to co już osiągnęłam, z kim tak naprawdę czuję się dobrze i kto naprawdę zasługuje na specjalne miejsce w moim sercu.
Czuję, jakby ważna cząstka mnie odeszła na zawsze. I nie podoba mi się to, serio. Mam dzisiaj kiepski dzień, owszem, ale nie chcę Wam narzekać. Tak jakoś naszło mnie na te refleksje i nie miałam co z nimi zrobić. Jeśli będziecie mądrzy, to po prostu nie doczytacie tego do końca i życie jakoś będzie lecieć dalej.
Zapamiętajcie tylko jedno: skorzystajcie ze swojego życia jak najlepiej umiecie, żeby później nie obudzić się w ostatniej chwili i nie żałować niektórych rzeczy. Ja najchętniej cofnęłabym czas i zmieniła niektóre swoje decyzje.
Decyzje, które całkowicie odmieniłyby moje życie...
Separate, sifting through the wreckage
I can't concentrate, searching for a message
In the fear and pain, broken down and waiting
For the chance to feel alive
Now in my remains
Are promises that never came
Set the silence free
To wash away the worst of me
Szkoła średnia to całkiem fajna sprawa, chociaż możliwe, że doceniam ją, bo w tym roku będę ją żegnać, może. Hm, na początku czułam się podobnie jak Ty, też nie bardzo chciałam mieć coś wspólnego z tymi ludźmi, a potem... to jakoś samo poszło, ludzie zaczynają rozmawiać, poznawać się, robić różne rzeczy, które nie zawsze podobają się nauczycielom, spędzać dużo czasu. Przyznaję, że jednak ludzie są różni; potrafią ranić i zachowywać się bardzo nie fair.
OdpowiedzUsuńA tego kolejnego kroku... nie bój się. I życzę Ci powodzenia, wytrwałości i żebyś nie zgubiła w tłumie siebie, bo tak naprawdę dopiero szkoła średnia kształtuje człowieka. ;)
PS. Też lubię LP, uwielbiam wręcz ;).
menessable.