niedziela, 5 sierpnia 2012

When We Were Young.

Hmm, chyba mam fazę na The Killers. Proszę, nie mylcie z The Kills, ich też zamierzam przesłuchać, ale to później. W każdym razie kiedy już uporam się z pozostałymi stoma pozycjami.
Oglądałam sobie wczoraj Linkin Park: Road To Revolution, czyli koncert z 2008 r. w Milton Kennedys. Ogólnie moje główne spostrzeżenie jest takie: koncerty wydawane na DVD są czystym nieporozumieniem. Chcę sobie obejrzeć, jak ulubiony zespół czy wykonawca śpiewa na żywo do tysięcy fanów, chcę ocenić, jak mu to wychodzi i jakie jest jego zachowanie sceniczne. Te koncerty na płytach są natomiast o tyle beznadziejne, że nie zobaczysz, jak naprawdę to wyglądało, bo przed wydaniem wytwórnia 'poprawia' jakość muzyki - musi odpowiednio zadbać o to, by od śpiewu fanom nie opuchły uszy. Co więc robi? Zmusza artystów do dogrania wokalu, po czym wykwalifikowani ludzie trochę to obrabiają, ale nie żeby było za idealnie, bo to będzie przecież podejrzane. Śmieszne jest jednak to, że zupełnie pomijają momenty, w których artysta rozkłada ręce, mikrofon ma kilkanaście centymetrów od ust, usta zamknięte, a wokal jakimś cudownym sposobem nadal leci. Magia!
No i spójrzmy w ten oto sposób na Linkin Park. Obejrzałam ten koncert właśnie z obawą przed takimi małymi oszustwami, uprzedzona wcześniej koncertem Adele - Live At The Royal Albert Hall. Druga sprawa - wszystko jest tak wyreżyserowane i zrobione na tip top, by ładnie wyglądało na DVD. Co z tym, że kapela wychodziła dwa razy na bisy? Myślicie, że byłoby tak, gdyby nie to, że koncert ma być wydany na płycie? Nie to, że krytykuję Linkin Park, bo totalnie ich kocham, ale sama wiem, jak to jest z takimi występami. Na OWF nie wyszli na choćby jedne bisy...
Druga sprawa dotycząca bezpośrednio LP - czy doczekam się kiedyś na koncert, na którym Numb zostanie serio zaśpiewane na żywo? ŻYWO ŻYWO?! Zdaję sobie sprawę, że jest to trudna piosenka i ciężko ją wykonać na żywo, ale miałabym lepsze zdanie o zespole, gdyby Chester zafałszował, niż jak śpiewa totalnie idealnie, chociaż jeszcze piosenkę wcześniej jego głos męczył się i wył przeraźliwie.
Dobra, moje ogólne odczucie jest takie, że nie powinno się oglądać takich koncertów, jeśli chce się zobaczyć prawdziwość artysty. Jeśli chodzi tylko o dobre show i fajne dodatki - spoko, możecie sięgać po takie coś. Ja już się zniechęciłam. Dzisiaj obejrzę sobie może koncert z Londynu z 2011 r., liczę, że będzie lepiej. ;)
 W każdym razie ta sprawa uświadomiła mi, co przyjęłam z wielkim smutkiem, że nie ma już chyba artysty, który nie posługuje się czasami playbackiem. No, oprócz Guns N' Roses, za co bardzo ich podziwiam, nawet w obecnych czasach. Cóż, Axl może i jest dupkiem, ale nigdy jakoś nie sięga po oszustwo na koncercie. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych mieli świetne koncerty i uwielbiam je oglądać z przyjaciółkami, bo, cóż, mam pewność, że wszystko będzie na stówę leciało na żywo.
I, no nie wiem, zdaję sobie sprawę, że wokaliści są często zmęczeni wszystkimi tymi koncertami, dlatego posługują się drobną pomocą, ale... czy nie powinni starać się obyć bez tego? Czy to ja tak przesadzam, czy rzeczywiście przemysł muzyczny zszedł na niższy poziom? Wypowiedzcie się w tej sprawie, jeśli w ogóle dotrwaliście do samego końca tej notki - jestem ciekawa Waszego zdania. ;]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz