czwartek, 27 października 2011

Will you miss me when I'm gone?

Heej. ;D Obiecałam sobie, że pójdę dzisiaj wcześniej spać i znowu mi się nie udaje. Mogłabym pójść za 10 minut spać, ale jutro na 1. godzinie lub 2., nie wiem, piszę zaległą kartkówkę z fizyki. Z FIZYKI. Podobno łatwa, dlatego się nie uczyłam do tej pory. Nie chce mi się. To najgorszy przedmiot jaki może być i totalnie go nie rozumiem. Na dodatek muszę zaliczyć jutro także technikę, a tam są te kabelki i prąd, a ja tego nie ogarniam, więc polegnę. A chcę mieć 6 z techniki! No, nieważne... 
Dzisiaj dostałam w końcu od Szymona przykładny konkurs z angielskiego. Nie jest taki trudny jak myślałam i wiem już, co trzeba sobie powtórzyć. Na pewno historię Wielkiej Brytanii i USA. No i odpowiedniki angielskich słówek w amerykańskim, to będzie najgorsze. ;x Ale i tak się cieszę jak cholerka. :D Po prostu uwielbiam angielski i nie wyobrażam sobie, że miałabym np. przez tydzień nie powiedzieć, napisać lub przeczytać czegoś po angielsku. <3
Dzień całkiem pozytywny. Najlepsze i tak były kalambury ze Zrzędą i Gromem (koleżanka). Najpierw próbowałam pokonać Zrzędę w kółko i krzyżyk, ale ciągle remis, remis, remis. Przypomniałam sobie, jak graliśmy kiedyś w internecie w kalambury. Cienias. :D Wygrywałam zawsze, i to nie tylko z nim, ale resztą ludków. Hihi, powinien był się przygotować na to, że ze mną nie ma łatwego życia. No tak, w sumie dziś mi to powiedział. Bo te kalambury to były na zastępstwie za gegrę. Była "religia", ale pani nam pozwoliła robić, co chcemy, byleby było cicho. Wtedy Zrzęda powiedział coś o tym, że może modlitwa pomogłaby mu ze mną, bo ma ciężkie życie, siedząc ze mną w ławce (Rudej nie było). Pfff. A dzisiaj na dodatek siedzimy sobie właśnie przed tą religią przed klasą i Aborygen zaszedł go od tyłu i przywiązał mu do buta jakiś sznurek. Kiedy Zrzęda się zorientował, Aborygen kazał mu iść do końca korytarza aż sznurek się napnie. I akurat szła p. pedagog. Popędziła do Zrzędy i nie widziałam, co się tam działo, bo były drzwi otwarte od sali i nie chciało mi się wychylać. Myślałam, ze go ochrzani czy coś, bo Zrzęda pojawił się w zasięgu oczu, machając ze złością rękami i dziwnym grymasem na twarzy, ale ona próbowała mu pomóc się z tego uwolnić! No nie. Muszę pamiętać, żeby nie wspominać o ZuO nauczycielkom naszej szkoły - wszystkie są zauroczone malutkością i urokiem Zrzędy. Chwila... on nie ma w sobie uroku. Chyba że mały smerf ciągle narzekający na życie i na ludzi i na wszystko, a na dodatek obrażający i mszczący się za byle drobnostkę, jest słodki. Bo wg mnie nie. Do Zrzędy - jak Ci to już wyślę na Skype (o ile to zrobię), to marudź na mój temat pod nosem, bo zażaleń nie przyjmuję. ;p
Na religii (tej właściwej) była za to dyskusja na temat internetu i telewizji, chociaż miał być temat o chrześcijaństwie xD. Pani mówiła o tym, że jest zaniepokojona tym, jak młodzież łatwo wierzy we wszystko, co jest napisane w internecie lub powiedziane w TV, i że te rzeczy są głupie i robią nam wodę z mózgu. Żeby nie było... nasza nauczycielka jest młoda. xD Żadne stare babsko czy coś (przypomniała mi się nauczycielka od niemieckiego, która wczoraj Fresie chciała wstawić -10 pkt za trzymanie długopisu), tylko młoda, zabawna pani. No, w każdym razie temat ten był tak interesujący, że prawie.. usnęłam. xD Nie no, dobra, dyskusja była spoko i wgl, ale ostatnio jestem przemęczona. Ale mimo wszystko jeszcze nigdy tak nie miałam - musiałam walczyć z tym, że oczy mi się co chwila zamykały i wgl. Straszne ... Wróciłam do domu i położyłam się na łóżku i zasnęłam, nawet nie wiedząc, w którym momencie. ;x I do 18.00 spałam. ;D A teraz znów mnie muli. 
Jeszcze jedno. Wczorajszy komunikat na librusie od p. dyrektor:
Noszenie stroju szkolnego i identyfikatora zwiększa bezpieczeństwo uczniów w szkole, pozwala na skupieniu się na celach dydaktycznych i wychowawczych oraz kształtowaniu odpowiedzialności młodzieży.
 To mnie rozwaliło i od razu na fejsa wstawiłam, więc wielka dyskusja się rozpoczęła. No bo jak to? Marynarka szkolna powstrzyma terrorystów przed atakiem na mnie? No, w każdym razie było to śmieszne, nawet teraz na kwejku się znajduje, kolega z klasy umieścił. :D WCZORAJ to było śmieszne. Ale nie dzisiaj. Szłam sobie z uśmiechem na twarzy, cała w skowronkach, na historię, żeby napisać zaległy test, a tu co widzę? P. dyrektor (która rzadko wychodzi z gabinetu) i panią vice. Co robią? 'Przepraszamy, bez identyfikatora nie przepuszczamy'... Cholera jasna mnie wzięła. Musiałam tam grzebać w plecaku przy nich, żeby założyć identyfikator, który normalnie zakładam, kiedy wchodzę do klasy, żeby udać się na lekcję. Wtedy już  nie było śmiesznie, no ale dobra. Zobaczymy jak jutro - dzień bez mundurka. A może jednak z mundurkiem? Może wezmę na wszelki wypadek, z resztą istnieją wielkie szanse, że ktoś będzie chciał wykorzystać dzień BEZ ubezpieczających mundurków i napadnie na naszą szkołę. Wtedy, wiecie, będę potrzebować ochrony. -.-
Jutro idę na nocowanie do Groma chyba. Takie trochę chamskie wepchnięcie się, ale co tam.. ;/ Dobra, lecę, bo znów zasnę. Dobranoc. :D  
PS. A w sobotę na mecz! ^^
And maybe I will miss you when your gone
And maybe time, time will prove me wrong
Cause my fingers want to slip when you hold my hand
When you touch my lips I'm sinking in the sand
And shouldn't it feel like I'm Alice in Wonderland

wtorek, 25 października 2011

I'm here for you.

Polegnę. Znaczy się jutro na matmie. No i w czwartek też - chyba piszę sprawdzian z historii. Mam nadzieję, że Strączek nie będzie się buldoczył o test z chemii, napiszę go w następnym tygodniu, bo w tym się nie wyrobię. ; /
Dzień bardzo pozytywny. Głównie z powodu wf-u, którego dziś nie było. Był mecz kosza, ale o tym zaraz. Wgl się tak podekscytowałam, bo ledwo weszłam na salę, a już pani Czerniak biegnie w moją stronę i krzyczy, że dawno mnie nie widziała. Jeeeejć, to było takie mega słooodkie (jak na nauczyciela ; o). Bo kurde. Ona uczy mnie od dwu miesięcy zaledwie, tak to się widywałyśmy na siatce raz w tygodniu, czasami nawet rzadziej, a ona o mnie pamiętała po tygodniu nieobecności! Hihi. :D A taka PJ nie przejmuje się mną wgl. -,- Kurna, nie mam pojęcia, ale zależy mi na tym, by miała o mnie dobre zdanie i żeby zauważała, jak mnie nie ma. Jestem beznadziejna. Ale w końcu jestem z Zrzędą jej "dziećmi" (ona jeszcze o tym nie wie, ale cicho!). xD
Co do Zrzędy - irytuje mnie ten mały kurdupel. Dlatego założyłam jego anty - klub. Klub ma nazwę Zgnębić upierdliwy Opór, w skrócie ZuO. Hyhy. :DD Ten upierdliwy Opór to Zrzęda jak coś. Jak chcecie, to zapisy do klubu są u mnie osobiście, także proszę się zgłaszać - im więcej osób, tym więcej gnębienia, huehuehue. xD Jak coś, to on już wie o tym klubie, także się nie martwcie. Stwierdził, że nie chce do niego należeć, bo nie chce się samemu gnębić. W sumie sensu trochę tu jest. Ale i tak zabolało mnie to, że odmówił, bo a) jest mniej osób w klubie (pff.. jestem tylko ja. xD) i b) gdyby był w ZuO, to można by się dowiadywać o obiekcie zainteresowania i o jego planach na przyszłość od źródła, a tak to trza będzie go śledzić i może nawet... użyć swoich zdolności Ninja, które siedzą tam głęboko (zawsze mogę pobierać nauki od Ziółka i Tancerza, hyhy :D). No, to tyle, jeśli chodzi o Zrzędę. No i jeszcze to, że domaga się Zrzęda adresu bloga, żeby mógł poczytać to użalanie się nad nim. Ale ja się nie poddam, będę nieugięta. :DD
Co do meczu.. AAAA. To było meeega. :d Dwie najlepsze rzeczy, jakie można wgl połączyć - Anglia i koszykówka. :D Grała drużyna angielska (słodkie, małe murzynki. ;3) przeciwko naszym. Ogólnie to była jakaś akcja Czerwona Kartka Rasizmowi czy coś takiego. Pff, i tak poszłam na stronę, po której kibicowało się Anglii. Siedziała tam pani Tor, od fizyki (wrr, najgorszy przedmiot sobie wybrała) i machała transparentem dla Anglii, tak że nic nie widziałam czasami, ale nieważne.. Najlepsze było to, że strona, która kibicowała zagranicznym gościom krzyczała: "Anglia, Anglia, Anglia!" albo jakieś dziwne wierszyki o wygrywaniu PO POLSKU. Powodzenia w zrozumieniu, chłopaki, rozumiem Was - uznaliście nas pewnie w tej kwestii za idiotów, ale OK. ;D Anglia wygrała oczywiście. <333 Potem pędem po autografy doo młodych (byli nieziemscy, to trza było pamiątkę wziąć. Jeszcze chciałam z nimi pogadać po ang. ale nie było okazji i się wstydziłam. ;C) i jakiś Hassan napisał mi 'I love you, Hassan' :D Dobra, pisał to każdemu, ale i tak się podekscytowałam. Ale kurde, te kilka słów pisał jakieś pół godziny, i to na moich plecach. xD Dobra, później do kolejnego, ale nie chciał podpisać, bo nie miałam długopisu, pff, a Martusia Krowa nie chciała pożyczyć. -.- Nienawidzę jej. Potem do numeru cztery, bo był zarąbisty na boisku, chociaż wyglądał najmłodziej. Od razu porwał ode mnie tą kartkę i do wszystkich zaczął pokazywać autograf Hassana i się z niego naśmiewać. xD Biedny chłopak. W końcu podpisał i wgl, i byłam mega szczęśliwa. Nie wiem nawet czemu, ale to są dwie rzeczy, którymi się podniecam - Anglia i kosz. <33 Kiedy już tam pojadę na stałe, będę mogła cały czas oglądać sobie mecze angielskiej koszykówki. Cudnie. :D
Ech, przypomniałam sobie o Olku. ; / Dziwnie się dzisiaj zachowywał. Zaprosił mnie na mecz koszykówki do Areny w sobotę. Ja mu na to, że zobaczymy i wgl, bo ... ugh.. nie chcę z nim! -.- To kilka razy jeszcze pytał, to ja mu na to w końcu, że 'jestem niezależną kobietą i idę sama' xD To on na to, że też będzie niezależną kobietą, która podczas meczu usiądzie obok mnie.. oO LOL?! Jeszcze coś w międzyczasie powiedział, że mój nos jest piękny. I KURNA .. nienawidzę swojego nosa, a wiem, że kłamał, bo zawsze się z niego naśmiewał (znaczy Olek z nosa, nie nos z Olka..) i się w sumie nie dziwię. Jak znajdę osobę, której spodoba się mój nos naprawdę, to chyba padnę trupem. xD No, w każdym razie miałam go trochę dosyć (nie nosa, tylko Olka. Chociaż nosa w sumie też. ;p) i nie chcę go spotykać na meczu. Ale powiedział, że się zdzwonimy. Och, super, nie mogę się doczekać. ;x
 Dobra, lecę, bo jeszcze muszę ogarnąć majzę. ; / I tak będzie jedynka. -.- 

poniedziałek, 24 października 2011

Was it a dream?

Kuuuurczę, mam zły humor. Tyle pracy mam z matematyki z nadrabianiem, a jeszcze angielski zaraz. Robię tą głupią kartkę i zadania z tamtego tyg. od 15 i jeszcze nie widzę końca, a i tak nic kurde nie rozumiem. Tales jest powalony i czuję, że będę miała 1 z testu, a w najlepszym przypadku 2. ; / Nie chcę sobie spieprzyć jeszcze bardziej średniej, bo walczę o 4 na koniec roku. Jestem taka beznadziejna w matmie, zwłaszcza w geometrii.. wgl nie widzę w tym żadnego sensu. -,-
Na dodatek D. zlewała mnie dziś cały dzień. ; ] Przytuliła mnie po matmie i uznała, że mam na nią focha, więc co zrobiła? Unikała mnie cały dzień. xd No, trudno. Jak mówiłam - nie mam już zamiaru starać się o przyjaźń bez wzajemności. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego jeszcze niedawno byłam taką 'wspaniałą przyjaciółką, którą kocha', skoro zapomina o mnie zupełnie w momentach, w których potrzebuję wsparcia. Dziewczyny, pewnie się już domyśliłyście o kogo chodzi. To na nią cały czas narzekałam, ale dobra. ; p
Jutro znowu opuszczam ang, a w czwartek test, także zajebiście, bo nie wiem jakie Szymon (taka ksywka dla nauczycielki. xd) robi sprawdziany, to dopiero pierwszy, który z nią przeżyję. 
Pani Śmigiełko jest bardzo niemiła. Kuuuurde, ja rozumiem, że kółko z niemieckiego jest ważne itede, ale jak idę na wyrównawcze z matmy (po których i tak nie zrozumiałam lepiej, wręcz przeciwnie - rozumiem jeszcze mniej xD), to chyba nie znaczy, że się zrywam z tego kółka! A ona po chamsku (po chamsku dla mnie i Oczojebnej Jacket) dała Zrzędzie (przewodniczący klasy) i Rudej (kumpela) pracę na 6 i kazała nam przekazać wiadomość, że oni to mają, a my nie. Wiecie, żebyśmy żałowały, że ominęłyśmy kółko z tego pięknego przedmiotu. ^^
Jeszcze dziś Mazurek przemawiał. Przewodniczący szkoły kurde, za 3 grosze chyba. Najlepsze i tak było, jak biliśmy brawo Mikserowi za każdym razem, kiedy coś powiedział. xDD Nie lubię Mazurka, a później musiałam jeszcze wysłuchiwać listy Zrzędy pt. "Dlaczego nie lubię Mazurka" (dobra, on go tak nie nazwał, ale to moja ksywka dla niego), także miałam dość Mazurka jeszcze bardziej. Zgadzam się ze Zrzędą w każdym razie, chociaż nie wiem, co on ma do włosów i ubrań Mazurka. Przecież nie wygląda jak żul. xD Włosy też chyba miał umyte, nie wiem, nie patrzyłam. Zrzęda marudzi, jak zwykle. Dlatego właśnie ta ksywa. :DD Mam nadzieję, że się nigdy nie dowie o tym, zwłaszcza po naszej rozmowie przed niemieckim (przerywanej stale przez Mięso i Rudą, zwłaszcza przez Mięso, który stęsknił się za tyraniem mnie. -,-). Zrzęda mówił, że Mięso i Ruda już mu mówili, jak to często na niego wrzucam, Mięso nawet pokazał mu mojego smsa, którego napisałam ze szpitala, żeby walnął Zrzędę. Kuuuurde, co za paple. xD W każdym razie Zrzęda zrzędził, że na niego narzekam i życzył mi ponownego powrotu do szpitala. XDD Pfff. To ja na to, że lepiej było mi w szpitalu niż w szkole, także złamię sobie nogę. Poprosiłam o to Mięso, ale on nie chciał. Oczojebna Jacket i Zrzęda też się nie zgodzili. To ja walę do Warzywa, a on, że okej, tylko chwila, bo chce się napić. To Mięso na złość mi, rzucił się na mnie, żeby nie łamano mi nogi i razem z Jacket i Rudą zaczęli mnie łaskotać. Pfff. Ale przynajmniej Warzywo zdradził mi, żebym dzisiaj moczyła nogę w occie, to jutro będzie miękka i będzie łatwo złamać, hyhy. :DD
No i nie myślcie sobie, że się nie zemściłam na Rudej. Najsłabsze ogniwo, także mogłam sobie na to pozwolić. Zaczęłam jej robić łaskotanie typu Śruba, to łatwo zleciała na podłogę i leżała, błagając o przerwę. Kazałam jej przeprosić, więc to zrobiła i było git. Na Oczojebnej Jacket nawet nie ważyłam się zemścić, jeejku, ale byłoby ostro, gdybym spróbowała. ; o Zawiązałam wtedy sojusz z Rudą i rzuciłyśmy się na Mięso. Zaczął się mścić kurde, ale przynajmniej zdążyłyśmy położyć go na łopatki. Później zawarł pokój z Rudą, a mnie dalej tyrał, pfff. 
Widzicie jakie mam ciężkie życie z łaskotkami? Ale przynajmniej fajnie było nawet. Wtedy... Bo teraz nie jest tak zabawnie. ;/
Dobra, spadam, bo przecież kochana matma czeka. : )

niedziela, 23 października 2011

Ach.

Hyhy. Całkiem pozytywnie. :D Nie mogę przestać o Nim myśleć. No ale kuuuurde, był dla mnie ostatnio taki miły. I ciągle jest. *_* Pisał do mnie przez cały ten tydzień, nawet z polskiego (jak PJ go nie zauważyła?! Przecież ona ma oczy dookoła głowy. xd), a jak wróciłam, to wiadomości na gg, później esemesy, czemu go unikam i wgl. Wieeem, że się bez sensu tym ekscytuję, ale nigdy nie miałam tak wspaniałego przyjaciela. Poza tym to facet. Niewielu facetów w obecnych czasach potrafi się tak zachować niestety. ;/ 
Dobra, a tak poza tym to ciągle się zastanawiam, czemu staram się o przyjaźń niewłaściwych osób. Angie mi już to wypomniała i ją rozumiem, bo ma rację.. Po prostu ciągnie mnie do ludzi, których nic nie obchodzę, ech. Weźcie mi jakąś terapię szokową zróbcie, to może wynormalnieję w tej kwestii :D 
A, jak coś to nie przeraźcie się tego zdjęcia, które dziś wkleiłam. xd Po prostu miałam potrzebę pokazania Wam tego beznadziejnego zdjęcia z lunaparku bodajże. Tydzień temu przyjechała do nas rodzina ze wsi i byli tak zafascynowani pójściem do naszego podupadającego lunaparku, więczabraliśmy ich i przy okazji porobiłam sobie głupie zdjęcia w tych dziwnych lustrach. xD

piątek, 21 października 2011

Remember me.

Powoli wracam do życia. : ) Dziś wróciłam do domu, nareszcie. Bardzo mnie to cieszy, chociaż szczerze czegoś mi brakuje. Dziewczyny, które poznałam, są naprawdę miłe, a chociaż byłyśmy zupełnie inne, świetnie się rozumiałyśmy i dogadywałyśmy. Szkoda. ;c Nie to, że chciałam siedzieć TAM dłużej - o nie, to paskudne miejsce, ponure i smutne. Po prostu  miałam wrażenie, że TAM ludziom na mnie zależy. Wróciłam do domu - to uczucie znikło. Zdałam sobie sprawę, że tyle nas wszystkich jest, każdy dba o siebie w tym wielkim świecie i wgl... Na dodatek jest mi smutno, bo wiele osób, na które bardzo liczyłam, po prostu zapomniały o mnie w tym ciężkim dla mnie okresie.. ;c I nie, nie marudzę teraz, więc darujcie sobie komentarze typu, że pieprzę bez sensu, bo nawet nie znacie całej sytuacji. No, ale tak jak mówiłam: tylko niewielka garstka ludzi o mnie pamiętała, wielu moich "przyjaciół" nie wie nawet, że jestem w domu.. : )
Dobra, lecę. Oglądamy z mamą "Pamiętniki Wampirów". Muszę teraz odpoczywać i regenerować siły, dlatego nie będzie mnie zbyt dużo czasu na kompie. Piszcie, co tam u Was. ;D Nie było mnie tu kilka dni, także mówcie, jak tam. :D

sobota, 15 października 2011

Read my mind.

Szlag. Napisanie na blogu to coś, czego mi było trzeba. A to 'szlag' na początku, to dlatego, że poprawiłam się w krześle i zabolał mnie brzuch. Już dwa dni mnie boli. I to prawa strona. Tata miał dokładnie tak samo z wyrostkiem... ;c Tabletki nie działają, mięta nie działa, rumianek nie działa.. Co jak to naprawdę wyrostek? Nie chcę, żeby mi go usuwali! Zdążyłam się do niego przywiązać przez te 15 lat wspólnego życia! xD Poza tym jeśli to on tak boli, to mógłby się uciszyć, mam ważniejsze sprawy na głowie niż kwiczenie z bólu.. 
Ważniejsze. O ile naukę uznaje się za ważniejszą sprawę. ; / Za dużo wzięłam na siebie tych konkursów, teraz żałuję. Nie wezmę udziału w Fascynującej Fizyce, nie miałam czasu ogarniać tego dzisiaj, a jutro mamy gości, także będę miała też problemy ze zdążeniem z pracą domową. ;c Dziś przypomniałam sobie, że we wtorek jest sprawdzian z historii, a po ostatnim teście obiecałam sobie, że nie będę zostawiała nauki na ostatnią chwilę. Zrobiłam więc tak szczegółowe notatki, że można to nazwać przepisaniem podręcznika. Przez 4 h zdążyłam zrobić notatki 4/8 tematów, także jeszcze wiele pracy przede mną. Jeden sobie daruję, bo robiłam z tego referat z koleżanką, poza tym barok to łatwizna. W tym temacie na szczęście nie ma bitew. ;d 
Poza tym żałuję, że dałam się wciągnąć w konkurs z geografii. Przekonało mnie to, że w poprzednich klasach Dominika dostawała 6 za dużą ilość punktów, chociaż nawet nie przeszła do dalszego etapu. To mnie zachęciło niesłusznie. Zrozumiałam to wczoraj po długiej przemowie PD w tramwaju na temat brania na siebie zbyt dużej ilości konkursów. Zawstydziłam się normalnie. ;x
Ściągnęłam sobie kilka piosenek Alexz Johnson, chyba nowych. Szczególnie spodobała mi się Alice in Wonderland. Cudowna. <3 Nie muszę chyba mówić, że jej głos jest dla mnie najwspanialszy na świecie, czysty, mocny, charakterystyczny i wgl! :D Darii się nie podoba, z drugiej jednak strony nasze gusta w prawie każdej sprawie się różnią, także sie nie przejmuję. Piosenki Alexz Johnson (te z solowej kariery) albo mi się podobają albo nie. Tzn. są albo cudowne albo beznadziejne i nie da się ich słuchać. Rzadko trafia się coś pomiędzy. Ta muzyka to zupełnie coś innego niż Gwiazda od Zaraz, serial, z którego większość osób ją zna. Na dodatek boli mnie to, że w Polsce ma mało fanów, nie ma tu jej płyt i wgl, a za oceanem jest znana i kochana. -,- Polska jest zacofana!
Hehe, muszę iść na pobieranko krwi w czwartek. :D Tylko że tak jakby przypadkiem wymsknęło mi się, że mam wtedy test z chemii i tata stwierdził, że postara się załatwić pobieranie w piątek. Proooszę, oby w piątek mieli zamknięte! : O Nie to że coś, ale chemia to nie moje klocki. Ale się cieszę, bo nauczycielka mnie chyba lubi i nawet pamięta moje imię (nieważne, że ostatniej lekcji było na mnie wielkie USPOKÓJ SIĘ z jej strony, cóż, przesadza, rozmowy na lekcjach to normalna rzecz. xd). To może mieć związek z tym, że byłam nadmiernie pobudliwa, kiedy opowiadałam jej o tym, że uczyła moją matkę (nie ma stu lat jeszcze, zapewniam), ale nieważne. ;p
Dobra, idę. Mam dosyć nauki i chyba pójdę lulu. Trzymajcie się i śpijcie dobrze. Jutro ostatni dzień wolności. ;D

piątek, 14 października 2011

Hero in me.



Byłam w kinie, jak wiecie. :D Film całkiem niezły, chociaż Urbańska jest sporą jego wadą. Jak stwierdziła moja kumpela, zapewne wzięli ją tylko dlatego, że jest niezła dupą. Ma rację. Bo może Urbańska ładnie śpiewa, ale z graniem trochę gorzej. 
Strasznie zimno. Chyba coś ze mną nie tak. Mam bluzę, kurtkę, chustę, a i tak drżę z zimna, i to dosłownie, serio. Wszyscy wokół jakoś się trzymają i jest im ciepło, tylko ja tak strasznie odczuwam tą pogodę... To + mój pęcherz utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ze mną nie tak. ;d
Byłam u Darii. Skończyłyśmy Clannada, moje 4. w życiu anime. Dodam, że pierwszym, które obejrzałam, było School days. Ci, którzy to obejrzeli do końca, wiedzą, co to oznacza. Serdecznie pozdrawiam tych ludzi! :D Co do Clannada natomiast, to jakoś tak mi źle. Wiecie, moja przyjaciółka płakała na tym 2 razy i dzisiaj też się powstrzymywała, ale u mnie jakoś nie wywołało większego wzruszenia. Oczywiście (UWAGA, SPOILER DLA TYCH, KTÓRZY JESZCZE TEGO NIE OBEJRZELI!) było mi smutno po śmierci Nagisy, nastąpiła taka pustka wtedy, ale jakoś specjalnie mnie to nie porwało. Skończyło się pięknie i wgl, choć nadal nie rozumiem sensu tego drugiego świata. ;x Poza tym za mało było Sucharka (wybaczcie, ale cholera mnie bierze, jak mam spamiętać te wszystkie imiona i nazwiska, dlatego je przekształcam. Dla wyjaśnienia - chodzi mi tutaj o najlepszego kumpla Okazakiego). I żałuję, że ma czarne włosy, ale to pomińmy. Moja miłość do niego nadal się nie ulotniła. :DD
Mam mnóstwo pracy na ten weekend - chyba wezmę udział w konkursie "Fizyka jest fascynująca", chociaż sam tytuł konkursu przeczy moim poglądom na temat owego przedmiotu. Nic z tego nie rozumiem i nie umiem, ale wystarczy mieć 50%, żeby przejść dalej, są pytania zamknięte, tylko jedna odpowiedź poprawna, a wygraną (tzn. jak się przejdzie do 3. etapu i jakiś wynik się zdobędzie) są laptopy, drukarki itede. Chcę własnego laptopa! Poza tym nauka do biologii, na kółko, bo babka wymaga od nas, żebyśmy sumiennie uczyli się do konkursu biologicznego w listopadzie. Na dodatek zrobić kartkę egzaminacyjną z matmy, głupi polski (długie formy wypowiedzi) i wgl.. masakra. ;c
Zaraz oglądam Pamiętniki Wampirów z mamą, oczywiście, jeżeli wcześniej posprzątam. -,- Wgl jakoś nie podoba mi się 3. sezon, taki niedorobiony, nudny, ciągle o tym samym. Chciałabym, żeby Stefan dzisiaj pożarł Elenę i żeby było ciekawiej, ale tak się nie stanie, co? Żeby tylko Alaric, Damon, Caroline i Katherine przetrwali, to reszta będzie spoko. :D  
Dobra, to tyle na dziś. Chyba. Miłego wieczoru piątkowego. : )

czwartek, 13 października 2011

18:18.


Hej, jak tam się czujecie? Weekend przyszedł! No, może niedosłownie, ale wiecie - jutro Dzień Nauczyciela. Ja ze swoją klasą idę do kina na Bitwę Warszawską 1920 czy jakoś tak. ; p Nie wiem, nie przepadam za filmami historycznymi i wojennymi, chociaż samą historię lubię. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w 3D :D. 
Martwię się trochę terminami wydania nowego numeru szkolnej gazetki. To przecież będzie moja wina jak wszystko nawali. ;C Chciałabym to wydać już w następny poniedziałek, jednak nie wiem, czy się uda. Zwłaszcza że do redakcji dołączyły jakieś młode, lekko nieogarnięte pierwszoklasistki. Matko, nie wiem jak wcześniejsze roczniki, które tworzyły gazetkę, mogły wytrzymać np. z nami. Byłyśmy chętne do pisania, ale brakowało nam wprawy. Przez te kilka lat wiele się zmieniło, naprawdę. Nie tylko pod względem gazetki, oczywiście, ale jakoś ostatnio zaczęłam dostrzegać pewne różnice. Nawet w sobie. Mam nadzieję, że zmieniłam się pozytywnie, chociaż, szczerze mówiąc, sama czasami siebie wkurzam. Jestem zbyt wybuchowa i nieopanowana. No i dziecinna w niektórych momentach. Ale nie chcę dorastać. Te obowiązki, znajomości, czasami brak wolności.... to wszystko mnie przytłacza z lekka. Czasami właśnie chciałabym wrócić do czasów przedszkolnych, jednak wtedy nie byłam tak bardzo świadoma tego, co robię. Film się urywa, zupełnie jakbym była pijana. 
Zna ktoś jakąś dobrą muzę? Ostatnio jakoś skończyły mi się rzeczy do słuchania i nieszczególnie wiem, czego się chwycić. Piszcie. :D Ale pamiętajcie - moim numerem jeden zawsze będzie Anberlin - Enjoy the silence. Cover Depeche Mode, ale wgl mnie odrobinę lepszy, niż oryginał. :D Bardziej żywo i pobudzająco nagrane, dlatego polecam. ;)

środa, 12 października 2011

How I Feel.

Czuję się jak jakaś męczennica. Pewnie pomyślicie, że przesadzam, ale nie wiecie wszystkiego. Niektóre sprawy trzeba przemilczeć i zachować dla siebie. ;C 
Dzisiaj byłam u doktorowej. Mam problem. Muszę się wybrać do ginekologa. Cudownie, świetnie i wgl. Boję się tego człowieka. Ja tam nie pójdę, nie dam rady. : O Czy muszę być tak nienormalna, czy nie może być ze mną choć raz w porządku?! 
Rodzice też niczego nie ułatwiają... Fight, fight, fight, oby tak dalej, to na pewno wszyscy wytrzymamy psychicznie. ;] 
Byłam dzisiaj na 1. angielskim w nowej grupie - wyższa średnio - zaawansowana czy coś takiego. Dziwnie się czułam... Ciekawe czemu? Może dlatego, że były tam dwie dziewczyny o jakiś rok, dwa lata starsze ode mnie, a reszta kobiety dobrze po trzydziestce i facet w tym samym wieku, co one. ; o Nauczycielka była pod wrażeniem, że jestem w gimnazjum, także czuję się dumna. Chociaż to mi się udaje. Tylko po cholerę chcę studiować filologię angielską skoro pojadę do Anglii kiedyś i nie będzie mi to wgl potrzebne? W sumie to nie wiem, jak będzie wyglądała moja przyszłość itede, ale lepiej się zabezpieczyć. Lubię mieć wszystko zaplanowane. ; )
Jutro kartkówka z chemii i gegry. Gegrą się nie przejmuję. Chemia mnie martwi - nie chcę dostać kolejnej jedynki, którą poprawię na piątkę. Dlatego powinnam się wziąć za siebie i odejść od kompa. ;C
Wiem, że notka dzisiaj taka bałaganiasta i nieposkładana, ale chyba właściwie odzwierciedla mój stan.. Ech. Będzie lepiej, co nie? :D

Did you just waste your breath
Asking me how I feel today
Or do you really want to know?

wtorek, 11 października 2011

Loser.

Przegraliśmy. ŁKS przegrał z Sopotem dwudziestoma dwoma punktami... Dobijające. Wielki Brat (mój brat cioteczny) mówi, że to wina Ani, bo przyniosła pecha, ale oczywiście żartuje. Jak zawsze. Ale również był załamany porażką. No, nie dziwię się. Tak ładnie zaczęliśmy - prowadzenie co najmniej dziesięcioma punktami! A oni nas po prostu pocisnęli...!
Nie powinnam była dzisiaj iść. Rodzice mówili: "Zostań w domu, brzydka pogoda", to ja się uparłam, bo chciałam zobaczyć nasze drugie zwycięstwo w ekstraklasie. A tu taka dupa wołowa, za przeproszeniem. ;<
Fuuuck, nie przypuszczałam, że tak będę rozpaczać po przegranej ŁKS-u. Zrozumcie, ja przecież kiedyś nie przepadałam za sportem, meczami, kibolami itede. Nie chciałam iść z Wielkim Bratem na kosza, kiedy się pytał. A teraz? Teraz to ja prawie że płaczę po porażce naszego ukochanego klubu.. ;C
No cóż, walczyliście dzielnie, chłopaki!
PS. Ten Którego Nienawidzę się poprawił. Najwidoczniej moje 'będę szczera' podziałało. Pisze sam, rozpacza razem ze mną... nie rozumiem. Zapewne schrzanię to do jutra, bo jakżeby mogło być inaczej.

You think you know me? You're wrong.

Zaiście ciekawy dzień. Mówiąc ciekawy, mam na myśli żenujący, beznadziejny, bezowocny i ogólnie nieudany. Zwłaszcza teraz jakoś nie idzie mi rozmowa z najlepszym kumplem. "Najlepszym kumplem", hę?
Spotkanie z Sapkowskim, chyba najbardziej interesująca część dnia, o ile nie pójdę dziś na mecz koszykówki. Muszę iść! W każdym razie mam autograf Sapkowskiego i coś z tego spotkania wyniosłam. Głupio tylko, że w taką pogodę musieliśmy wracać do szkoły i mieć jeszcze angielski. Widocznie nasza szkoła bardzo o nas dba i nie chce, byśmy zgłupieli. Ale i tak "Wiedźmina" nie przeczytam. Nie po tym, jak obraził moją kochaną J. K. Rowling i Harry'ego Pottera. No, nieważne.
Ech, Ten Którego Nienawidzę prowadzi ze mną teraz poważne rozmowy. Nie rozumiem tego.. ;c Powiedziałam mu wprost, co myślę o jego ostatnim zachowaniu i o tym, jak mnie zranił.. a on.. zaczął przepraszać i prosić, żebym mu powiedziała, co ma zrobić, bym przestała się na niego gniewać. Może to ja przesadzam? Jestem wredna. Ale po prostu zależy mi na przyjaźni z nim, a on zaczął mnie olewać, od kiedy... no, nieważne. Powiedzmy, że: here we go again. Muszę przerabiać z nim znów ten temat. ;]
A co do innych chłopaków, powiem Wam tak: jestem bardzo przez nich lubiana, w klasie po prostu każdy mnie ubóstwia, nazywa "Kamilcią" i prześcigają się wszyscy, by mi dogodzić. 
Fail, pomyliłam osoby. Przecież to było o Karolinie.
O mnie tak: nikt mnie nie lubi, mało tego - dziś Banan i jakże kochany Juluś zaczęli mnie nazywać Pokemonem. ; ] No i wielkie polewki z tego mieli, jak słodko. Na Piotrka się nie gniewam, bo wiem, że jak jest sam, to jest normalny. Co do Banana nie wiem, ale dzisiaj akurat dowalał mi najbardziej. Co do Julka - szkoda słów. Wystarczy rok doświadczenia na dodatkowym angielskim i już wykitowałam. ; ]
Dobra, napiszę później, kto wygrał i jak było na meczu z Anią. :** ŁKS ma wygrać, innej opcji nie widzę! :D

poniedziałek, 10 października 2011

Lost my hope.

Okej, wiem, co sobie pomyślicie: prowadzi blog niecały dzień, a już zrzędzi. Ale tu naprawdę wcale nie o to chodzi. Nie wiem czemu, ale myślę, że opisanie tu mojego problemu pomoże mi w rozwiązaniu go czy coś w tym stylu. Wiecie, to jest tak jak z pamiętnikiem. Tylko że pamiętnika nie chce mi się zbyt bardzo pisać, bo tyle trzeba opisywać, a ręka męczy się tak szybko...
Moim problemem jest On. Pojawił się dzisiaj w szkole. Ogólnie dużo dzisiaj absolwentów odwiedziło progi naszego gimnazjum, w tym Loczek (na razie nie zgłębiajmy historii tutaj wymienionych ;x), ale z niego to mi się raczej śmiać chciało. Pomyśleć, że kiedyś był taki ładny, z tymi swoimi wyprostowanymi włosami i lekkim uśmieszkiem... Teraz wspominam go raczej źle, sama nie wiem czemu. Ale wróćmy do Niego. Pozwolę sobie nazwać Go Piotrusiem Panem.
Pojawił się tak nagle. W sumie to nie nagle, jedynie Asia gwałtownie zwróciła mi uwagę, a ja akurat rozmawiałam z nauczycielką języka polskiego, i tak jakoś wyszło... Miałam się nie odwracać. Miałam się, cholera jasna nie odwracać! Ale się odwróciłam.
Szedł korytarzem, z tą swoją niepewną miną, krótkimi włosami (tak jak zapamiętałam to ostatnio. Ach, gdzie te Twoje włosy, gdzie, ja się pytam?!) i tą wspaniałą bluzą, której nigdy nie zapomnę... :C Czerwono-czarna, czyli moje ulubione zestawienie dwóch kolorów. Co, jak się zastanowić, przypomina mi, że Kotlet ma bluzę w takim samych kolorach i bawiłam się nią na spotkaniu do bierzmowania, kiedy stwierdził nagle, że zapewne podoba mi się ona, bo to kolory diabła. Pfff, proszę Was. Nie wyznaję szatana. Jestem raczej grzeczna i wgl (pomijając fakt spowiedzi...), więc naśmiewanie się z mojej religijności głęboko mnie uraża.
No, ale wracając do tematu: kiedy Go zobaczyłam, serce mi stanęło. No, może niedosłownie, ale wiecie, o co mi chodzi. A ja, szczerze powiedziawszy, tego stanu nie lubię (tak, idioto, możesz czuć się winny, bo jeszcze rok temu doprowadzałeś mnie do zawału za każdym razem, kiedy byłeś blisko!). Od razu spiekłam buraka i zaczęłam się śmiać jak głupia (zdenerwowanie?) przy swojej nauczycielce, która, nawiasem mówiąc, uczyła go polskiego, także mogła się domyślić, co jest grane. Dobrze, nie domyśliła się, bo z zapałem opowiadała o konkursie z polskiego, w którym mam wziąć udział. No ale jednak.
Chodzi o to, że kiedy Go widziałam, to uczucie wróciło na nowo. Może nie tak mocno jak w tamtej klasie, ale coś poczułam. A to uczucie nie jest mi miłe. ;C Kiedy weszłam do sali, na chwilę zapomniałam o Nim z powodu wspaniałej biologii i jeszcze wspanialszej trói plus z kartkówki z genetyki, ale teraz... sami widzicie - gadam tylko o nim... ; (
Weźcie mnie uzdrówcie, co? Będę bardzo wdzięczna.

Hej.

Dobra, więc kilka słów ode mnie: nie mam pojęcia, jak się tu prowadzi bloga, bo zawsze miałam na onecie (chociaż nie jest to tak skomplikowane, dlatego dojdę do wszystkiego w jakieś... 5 minut xd), ten założyłam, bo mnie przyjaciółka poprosiła (patrzcie: nazwa bloga). Tak, wiem, pewnie pomyślicie: po co zakładać bloga dla przyjaciółki? Ano, nie wiem. Nikt nie mówił, że świat jest prosty. Dobra, lubię prowadzić blogi, jeśli taka odpowiedź Was usatysfakcjonuje. : ) Okej, wiem, że Was nie usatysfakcjonuje, bo przecież nikt tego nie przeczyta. Może to i nawet lepiej? Mniejsze ryzyko wpadnięcia na kogoś znajomego, na którego np. tu nawrzucam. :D
Co musicie jeszcze wiedzieć? Nie lubię krótkich notek, ale też nie będę Was nudzić swoim jakże ciekawym życiem. Jestem marudna, ale też wesoła, czasami mam downa (warto wiedzieć, takie małe ostrzeżenie :D) i mam dużo energii (nie według moich rodziców, oczywiście, bo nie mam tu na myśli aktywności sprzątniczej, o którą tak często prosi mnie mama - stuprocentowa pedantka), no i chyba tyle. A, i kocham Harry'ego Pottera. Dobrze zastanówcie się zanim podejmiecie jego temat na tym blogu, bo Wam później nie daruję. A tego raczej byście nie chcieli.
No tak, zapraszam do czytania i inne te bzdety (nie umiem zachęcać ani reklamować). Mam nadzieję, że się spodoba, chociaż nie obiecuję wielu ekscesów i wzniesień w moim życiu. Ot co, szare życie nastolatki, która od dnia do nocy zapierniczać musi z pracą domową, nauką, hobby itede. Także wiecie, co robić. Czekam na Was. :D