Przegraliśmy. ŁKS przegrał z Sopotem dwudziestoma dwoma punktami... Dobijające. Wielki Brat (mój brat cioteczny) mówi, że to wina Ani, bo przyniosła pecha, ale oczywiście żartuje. Jak zawsze. Ale również był załamany porażką. No, nie dziwię się. Tak ładnie zaczęliśmy - prowadzenie co najmniej dziesięcioma punktami! A oni nas po prostu pocisnęli...!
Nie powinnam była dzisiaj iść. Rodzice mówili: "Zostań w domu, brzydka pogoda", to ja się uparłam, bo chciałam zobaczyć nasze drugie zwycięstwo w ekstraklasie. A tu taka dupa wołowa, za przeproszeniem. ;<
Fuuuck, nie przypuszczałam, że tak będę rozpaczać po przegranej ŁKS-u. Zrozumcie, ja przecież kiedyś nie przepadałam za sportem, meczami, kibolami itede. Nie chciałam iść z Wielkim Bratem na kosza, kiedy się pytał. A teraz? Teraz to ja prawie że płaczę po porażce naszego ukochanego klubu.. ;C
No cóż, walczyliście dzielnie, chłopaki!
PS. Ten Którego Nienawidzę się poprawił. Najwidoczniej moje 'będę szczera' podziałało. Pisze sam, rozpacza razem ze mną... nie rozumiem. Zapewne schrzanię to do jutra, bo jakżeby mogło być inaczej.

Zaczynasz czuć duszę sportu. ^^
OdpowiedzUsuńoj tam, oj tam.
OdpowiedzUsuń+ cały czas zastanawia mnie, kto to Ten Którego Nienawidzisz. @__@
w-właśnie! kto to, kto to ? :D
OdpowiedzUsuńnieważne, nieważne. ;p może się kiedyś domyślicie. :D
OdpowiedzUsuń