Jak w temacie. ; ] Może uznacie mnie za przewrażliwioną, ale mam dosyć ludzi. Prawda jest taka, że nie potrafią docenić czyjejs pomocy i najczęsciej po prostu zapominają o osobach, które dbały o nich i troszczyły się o to, by ci ludzie mieli jak najlepiej. Tyle się mówi, a to w Kosciele, a to u starszych, 'bądź dobry, pomagaj innym, a inni pomogą Tobie'. Szczerze? Gówno prawda. Dotyka nas szara rzeczywistosć. Tutaj rządzą ludzie, których tak naprawdę Twoje problemy nie obchodzą, a tylko udają, bo czegos od nas chcą.
Nie wiem czy chce mi się prowadzić tego bloga. Straciłam pozytywne nastawienie. Straciłam wiarę. Stałam się marudą. Nie jestem pewna czy satysfakcjonuje mnie życie w swiecie, w którym liczy się tylko własna dupa.
Dziękuję. Możecie na mnie nawrzucać. Chętnie przyjmę ostre słowa krytyki i Wasze zdanie na ten temat.
A no tak. Nikt nie czyta tego bloga. Żyjcie więc w niewiadomosci. Do widzenia. ; )
niedziela, 27 listopada 2011
środa, 23 listopada 2011
Leave everything behind.
Dobra, więc pakuję się do szpitala. Wiem, że to tylko dwa dni, ale jednak jest tam tak nudnooo, że trzeba dużo rozrywek. :D Harry Potter and The Order Of The Phoenix oczywiście, pamiętnik, "Mały Książę", artykuły biologiczne do konkursu i książki z trzech klas. Kurde, ale chyba ją posrało. Wie, że w poniedziałek jest konkurs, a mimo to zapowiedziała test. I teraz kurde tak: co ważniejsze, konkurs czy test? Znając życie, test będzie taki, że i tak piątki nie otrzymam, a gdybym się postarała z konkursem.. to i tak nie przejdę. ; / Ale kurde, chyba jednak przesadza.
Teraz problem, który ostatnio mnie nurtuje: jestem zbyt miła. Po prostu nie mogę odmówić pewnej osobie pomocy i nie rozumiem, skąd się to bierze. Czasami nawet zawalam własne sprawy, by być przy tej osobie, kiedy mnie potrzebuje. Słucham zażaleń, udzielam porad, motywuję do dalszego działania, często zaniedbując sama siebie. ; / Dzień w dzień. A kiedy przychodzi co do czego, tzn. kiedy ja potrzebuję się wygadać, to tej osoby nie ma. Albo mnie zlewa. Jestem stanowczo zbyt miła. Wrrr..
Nawet nie wiem już o czym pisać. ; / Może o tym, że składam już trzeci numer gazetki?! :D Będzie tam moja recenzja koncertu Marsów! :DDD Przyznam szczerze, że jak na coś, do czego usiadłam późno i się nie przykładałam, wyszło nadzwyczaj dobrze. Porównując do wszystkich rozprawek, które piszę na polski... Ale to jednak jest tak, że im więcej wie się na jakiś temat, i im bardziej jest się czegoś pewnym, tym lepiej jest pisać. Także artykuł zajął mi ponad stronę w wordzie, a napisałam to w kilka minut i muszę przyznać, że było to najprzyjemniejsze, co do tej pory pisałam w gazetce. Naprawdę. Aż chciałabym tak zawsze. Bo zwykle piszę o pierdołach, które narzucą mi nauczycielki. A teraz... cudowne uczucie. : D
Dobra, to chyba tyle. Wrócę w sobotę i wtedy napiszę jakie to nudy panowały w szpitalu. Mam nadzieję, że w końcu uda się wyjaśnić, czemu jestem takim ginekologicznym dziwadłem. Liczę też na to, że nie będą mnie badać ginekologicznie. To jakaś masakra, serio. Obiecała, że nie będą. Podobno badania przysadki mózgowej. oO Dobra, nie znam się, więc nic nie mówię. To do napisania w sobotę! ; D
Teraz problem, który ostatnio mnie nurtuje: jestem zbyt miła. Po prostu nie mogę odmówić pewnej osobie pomocy i nie rozumiem, skąd się to bierze. Czasami nawet zawalam własne sprawy, by być przy tej osobie, kiedy mnie potrzebuje. Słucham zażaleń, udzielam porad, motywuję do dalszego działania, często zaniedbując sama siebie. ; / Dzień w dzień. A kiedy przychodzi co do czego, tzn. kiedy ja potrzebuję się wygadać, to tej osoby nie ma. Albo mnie zlewa. Jestem stanowczo zbyt miła. Wrrr..
Nawet nie wiem już o czym pisać. ; / Może o tym, że składam już trzeci numer gazetki?! :D Będzie tam moja recenzja koncertu Marsów! :DDD Przyznam szczerze, że jak na coś, do czego usiadłam późno i się nie przykładałam, wyszło nadzwyczaj dobrze. Porównując do wszystkich rozprawek, które piszę na polski... Ale to jednak jest tak, że im więcej wie się na jakiś temat, i im bardziej jest się czegoś pewnym, tym lepiej jest pisać. Także artykuł zajął mi ponad stronę w wordzie, a napisałam to w kilka minut i muszę przyznać, że było to najprzyjemniejsze, co do tej pory pisałam w gazetce. Naprawdę. Aż chciałabym tak zawsze. Bo zwykle piszę o pierdołach, które narzucą mi nauczycielki. A teraz... cudowne uczucie. : D
Dobra, to chyba tyle. Wrócę w sobotę i wtedy napiszę jakie to nudy panowały w szpitalu. Mam nadzieję, że w końcu uda się wyjaśnić, czemu jestem takim ginekologicznym dziwadłem. Liczę też na to, że nie będą mnie badać ginekologicznie. To jakaś masakra, serio. Obiecała, że nie będą. Podobno badania przysadki mózgowej. oO Dobra, nie znam się, więc nic nie mówię. To do napisania w sobotę! ; D
piątek, 18 listopada 2011
Super.
Skończyła się moja radość. Nie idę na dyskotekę. Kiedy wszyscy najpierw będą zajadać się smaczną pizzą na urodzinach klasowych, a później szaleć na dyskotece szkolnej, ja będę leżeć w łóżku w szpitalu. Świetnie. ;] I tu nie chodzi tylko o zabawę, bo wiadomo przecież, że dyskoteka szkolna to kicz. Miałam po prostu nadzieję na ... coś. No ale teraz już nieważne. Nie uda się. Szansa zmarnowana. Goodbye. Po prostu wszystko musi mnie omijać. Ja pierdykam. Beznadziejnie się teraz czuję i nie sądzę, by coś miało mi poprawić humor.Dobra, dzisiaj to tyle. Nawet nie mam siły ani chęci pisać o pozytywach. Klęska przysłoniła mi całą widoczność.
czwartek, 17 listopada 2011
Come as you are.
Zaczęła się nowa era! :D Widzicie te zmiany na blogu? Bylibyście ślepi, gdybyście nie zauważyli. Podoba Wam się? Oczywiście! A kogo to zasługa? Naszej kochanej, cudownej, uzdolnionej i najlepszej Fresy. ♥Wielbmy ją po wsze czasy, bo gdyby nie ona, nie potrafilibyście patrzeć na tego bloga, który, gdyby był domem mieszkalnym, byłby brudną, szarą kamienicą z poobdrapywanymi ścianami, schodzącym lakierem i zwisającymi oknami. No, to takie małe porównanie. Olek znowu zaczął mnie spamować swoją czułością. Mam tego dosyć. Zwłaszcza w szkole, kiedy "pocieszał mnie" (wielki niedźwiedzi uścisk) po wiadomości od Dominiki, że dostała się do 2. etapu konkursu z ang. Teraz wszyscy robią wielkie oczy, o co chodzi.
Konkurs z angielskiego zawaliłam, podobnie z polskim. :C Sama nie wiem, co poszło mi gorzej, teraz trzeba czekać na wyniki. Najgorsze jest to, że to J.A.S.I.U. sprawdza mój konkurs polonistyczny. Boję się ośmieszenia. Zwłaszcza jak trzeba było zdania poprawić, to ja myślałam, że pod względem treści, bo jakoś gramatycznie wszystko mi pasowało. Zamieniłam więc, że 'prasa ręczna czy coś takiego funkcjonowała około czterysta lat' na cztery tysiące lat. Ja walę. Proszę, oby to sprawdziły inne nauczycielki.
Nadchodzi sielanka, moi drodzy. Skończyłam na razie konkursy, zaczyna się weekend. :D Cudownie.
sobota, 12 listopada 2011
Jak zawsze.
Mam dosyć. Codziennie, dzień w dzień, budzę się niewyspana z tym samym uczuciem: trzeba się uczyć. Nie wytrzymuję już tego. Nawet bez tych konkursów jest ciężko. Z biologii wychodzi mi na razie trója, a w poniedziałek jest kolejna kartkówka, z tego, czego nie kumam. Poza tym... nawet jak jest temat, który rozumiem, to kartkówkę i tak zawsze spieprzę - po prostu nie ogarniam jej sposobu oceniania. Więc i tak wychodzi na tróję. Dodam, że biorę udział w konkursie z biologii. ;] Do którego, tak nawiasem mówiąc, nic nie umiem i jestem totalnie nie przygotowana. Cóż, przynajmniej się Ropucha zatroszczyła o mnie: - "Ojejku! Byłaś w szpitalu? To jak Ty się zdążysz nauczyć do konkursu? Dasz radę? *zmartwiona mina*". - "Postaram się, proszę pani *smutne oczka*". Staram się, kurna. Staram się i co mi wychodzi?! Gówno, za przeproszeniem. Na dodatek konkurs polonistyczny mnie załamał. Lista lektur obowiązujących na nim jest długa jak mój tułów, na dodatek drobna czcionka. Mam to przeczytać do czwartku? Proszę Was, ja nawet streszczeń nie ogarnę do tego czasu. Na dodatek wszystkie formy wypowiedzi funkcjonujące w naszym cudownym języku i słowotwórstwo. : )) Jeju, jak się cieszę.
Najbardziej i tak mi zależy na konkursie z angielskiego. Mam nadzieję, że będzie łatwiejszy niż ten, co mi dała ostatnio, z tamtego roku. Miałam 71% z niego, jak mi sprawdziła, ale w sumie to i tak dobrze jak na robienie w nocy i bez sprawdzania. Tylko że trzeba mieć 75%, żeby przejść. :C
Serio, jak listopad się skończy, to może trochę odetchnę? Nie sądzę. Nawet teraz przecież nie uczę się do konkursów, a czasu nie mam wgl. A ten weekend zaczął się tak wspaniale - wróciłam do swojego hobby, drugiego ulubionego po pisaniu opowiadań (na które i tak czasu nie mam...) - rysowania. :D Narysowałam Jareda Leto i Tomo i muszę przyznać, że wyszli całkiem nieźle. Każdy kolejny portret, który rysuję, wychodzi coraz lepiej, tak mi się wydaje. A fazę na Marsów mam po koncercie - choć przyznaję, że średnio mi się podobał. Wszyscy się tak zachwycają - "Ach, Jared był cudowny i taaaaki śliczny, a piosenki, które śpiewaaaał *aaaach*" - tylko czemu nikt nie wspomina o tym, jaki Jared jest niesympatyczny i arogancki albo o tym, jak często fałszował? Cóż, może na 1. koncercie nie tak bardzo jak na tym moim, ale jednak. Na dodatek moje dwie ulubione piosenki były akurat w poniedziałek, a nie we wtorek. :C Hurricane po prostu odtworzyli z klipu, na który patrzeć nie mogę. -.- Trwało to, cholera jasna, 10 minut jakieś. Męczyłam się i płakałam, bo chciałam usłyszeć na żywo. Poza tym "The Story" zamienili na "A Beautiful Lie". "The Story" kojarzy mi się z miłością piękną, ale niebezpieczną, zakazaną. Napisałam do niej całe opowiadanie zatytułowane "A Beautiful Lie", co jest w sumie ironią, jak się patrzy na zdania wcześniej. xD Rudej się za to nie podobało to, jak zmienili "The Kill" - z żywej i mocnej na jakąś balladę. Zaskoczył mnie Shannon. Bardzo go polubiłam, w przeciwieństwie do jego brata, który trochę mnie do siebie zniechęcił od koncertu. -.- Była pozytywna zabawa. :D
Dobra, nie mam siły pisać. Tyle się zdarzyło od ostatniej notki, ale i tak nikt tego nie czyta, więc po co się staram? o_O'
poniedziałek, 7 listopada 2011
Edytor strony.
Nie miałam pomysłu na tytuł notki, więc dałam pierwszy zwrot, jaki zauważyłam. :DD Jestem taka szczęśliwa. Nie wiem nawet czemu! Po prostu szłam sobie na ang. i wtedy coś zrozumiałam. Opowiem Wam więc swoją filozofię, może Wam pomoże tak samo jak mnie.
Jechałam tramwajem. Było mi tam ciepło. Wysiadłam z tramwaju i uderzył we mnie chłód. Zwłaszcza w dłonie było mi zimno i stwierdziłam, że mogłabym założyć rękawiczki. Jednak nie chciało mi się ich sięgać. I wtedy mnie olśniło. Wyciągnęłam rękawiczki, założyłam je na swe dłonie i poczułam szczęście. Nie pytajcie mnie czemu, może to to ciepło tak na mnie podziałało. xD Wtedy zrozumiałam, że dogodzenie sobie wymaga wysiłku, ale ten wysiłek jest warty starania! Zrozumcie, naprawdę, już prościej niż na tym przykładzie, nie da się tego wytłumaczyć. :D W każdym razie teraz jestem szczęśliwa i mam nadzieję, że ten stan się utrzyma. ; ))
Strasznie dużo roboty, a sytuacji nie ułatwia jutrzejszy koncert! Kuuurde, jestem taka podekscytowana. Mój pierwszy koncert! Byłam wściekła na Oczojebną Jacket, że zobaczy to wcześniej niż ja i Ruda, ale teraz się dowiedziałam, że my mamy specjalny show - Neon Night. Musimy się ubrać kolorowo, wręcz oczojebnie, a ja nic takiego nie mam! ;(( Mam nadzieję, że specjalny show potrwa dłużej niż ten dzisiejszy, bo nie dość że się spóźnili godzinę, to trwało to wszystko półtorej godziny tylko. ; oo strasznie krótko moim zdaniem. ;D Jutro Zrzęda i Geniusz piszą Olimpusa jakiegoś, także do mnie należy wychowawcza. To też jeden z czynników szczęścia mojego, bo co wychowawczą zastanawiałam się, czemu tylko Zrzęda mówi, a ja muszę z Geniuszem stać na środku klasy jak te kołki. No, to teraz zwalę Go z władzy! :DD Hahaha. :D
Dobranoc! :*
niedziela, 6 listopada 2011
Somehow Someday.
Nie wyrobiłam długo z Hilary Duff = zaczęłam ponownie słuchać rocka = mój nastrój się pogorszył = jestem niemiła. Wrrr.. mam ochotę kogoś walnąć i chyba wiem, komu przywaliłabym najchętniej. Są dwie takie osoby. Nie będę jednak wymieniać tutaj ich imion ani ksywek. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo.
Na dodatek jestem na siebie wkurzona za zmarnowanie weekendu. Grałam sobie cały czas w tenisa (oj, nie łudźcie się, że na dworze, tylko na kompie -.-) i po prostu olałam naukę, lekturę i pd. Kurdeee, jestem beznadziejna.
Muszę jeszcze uzupełnić testy z chemii, wszystkie grupy, by się nauczyć i dostać 5, która podniosłaby moją wspaniałą średnią. Muszę też się wziąć za opooo! Za długo się zastałam, no, aż wstyd. -.-
A wczoraj oglądałam najlepszy horror jaki kiedykolwiek powstał - Naznaczony. Jeju, ludzie, to jest lepsze niż japońskie horrory, o których miałam takie dobre zdanie. Zginęła tu jedna osoba tylko, ale za to 2/3 filmu spędziłam pod kołdrą, a raz nawet krzyknęłam. Ja walę. Masakra jakaś. A ja na to chciałam iść do kina. xDDD Nie wiem jak bym wytrzymała bez kołdry. No i to chyba było w 3D to już wgl..
Dobra, kończę notkę, bo cała jest naładowana negatywną energią. Muszę się przyłożyć. -.- Na razie.. ; )
PS. Wieeeem, że zawsze wklejałam tylko zdjęcia dziewczyn i wgl, ale Hugh Dancy i Alex Ptecośtam zasługuje na uwagę, nie uważacie? :DD
piątek, 4 listopada 2011
Between You and Me.
Dobra, wiem. Jestem porąbana. Słucham właśnie Hilary Duff i jestem szczęśliwa. Po prostu coś mnie tchnęło, bo zauważyłam, że przy takiej rockowej i smutnej muzyce szybko się dołuję i zauważam całe zło świata, a taka postawa jest totalnie niedopuszczalna. Postanowiłam więc zapuścić jakąś słodką, popową nutę, a ponieważ w tej dziedzinie znoszę jedynie Hilary Duff (idolka młodych lat! :D), to padło na nią. Można przecież stworzyć dobry pop, nie? ;) Niestety coś, co przed chwilą przeczytałam na blogu jednej z koleżanek wprawiło mnie w pewnego rodzaju smutek. Nie wiem o co biega, sama siebie nie rozumiem. Po prostu trochę mnie to zdołowało. ;c Powinnam była dawno dać sobie spokój, ale jakoś nie potrafię. No cóż, może kiedyś samo minie. :))
Dzisiaj pani Agnieszka przesłała mi zagadnienia na test z pierwszego unitu z angielskiego. :D Kurde, zapału do pracy to ona ma sporo, mi nie chciałoby się tworzyć notatek z książki, które przecież uczniowie mogą zrobić sobie sami. No ale to bardzo miłe w każdym razie. ;)
W ten weekend zamierzałam się wziąć za kontynuowanie HP po angielsku (5 część), ale Fresa swoją notką na blogu przypomniała mi o 'Opium w rosole' i marzenie dotyczące obijania się rozpłynęło się w mgnieniu oka. ;/
Czeka nas kolejny ciężki tydzień w szkole. Sporo zakuwania, jak zawsze z resztą, nawet nie wiem z czego, ale wiem, że coś na pewno jest. Zawsze jest. Dzisiaj wydałyśmy drugi numer gazetki, z którego również jestem dumna. :D Przestałam mieć o sobie złe zdanie i powoli wracam do życia (przestałam brać lek, którego skutkiem ubocznym są depresje i doły, więc wiecie. :D). Kamcia wraca do gry! ^^ Na dodatek zaczęli bardzo dokładnie sprawdzać kuloodporne mundurki. Dzisiaj była kontrola na technice. Ja pierdykam, trzymajcie nas pod większym kloszem, tylko na to czekałam. :))
O Olku nie mam nawet siły pisać. Obraził się na mnie dzisiaj. Nieważne jest to, jak potraktował mnie w sobotę, chociaż przymilał się cały tydzień, żeby spędzić ze mną trochę czasu. Niee, teraz on ma focha, bo nie chciałam mu dać matmy do spisania i powiedziałam mu, że mam go dosyć, a później przed WOSem powiedziałam głośno Kotletowi, jak bardzo Olka nie lubię i jaki jest wnerwiający...
... dopiero później spostrzegłam, że stoi obok. No, nieważne. Bywa. Akurat na jego zdaniu mi nie zależy.
Jest jeszcze Błazen. Błazen to ksywka nadana chłopakowi, który nie daje mi obecnie spokoju i który nazywa mnie swoją królową, a ja nazywam go.. no właśnie - błaznem. xD Wydaje się być zadowolony z tej funkcji, także ja też się cieszę. :D Ale ciągle się upiera na spotkanie. Nie wiem ile wymówek jeszcze mi pozostało, ale długo nie pociągnę. -.-Dobra, żegnam. Idę się wyspać. Śpię na siedząco (nawet teraz zamiast 'śpię' napisałam 'stoję', tak że powstało 'stoję na siedząco', ale na szczęście dostrzegłam to przy sprawdzaniu tekstu xD). Papa. :D
Tekst dnia nr 1: Jestem zdziwiona Waszym zdziwieniem.
Tekst dnia nr 2: - Halo?
- Heeej,Kamilaa! Masz uzupełnione ćwiczenia z fizyki?
- Muszę kończyć, pa.
środa, 2 listopada 2011
Bittersweet Faith.
Hyhy. :D Dobry humor mam, jak zawsze po angielskim. Dzisiaj pani powiedziała, że napisałam najlepiej z całej grupy maila i jestem mega happy. :D Chociaż w sumie mail jest mi znany, jako że w szkole przerabiamy to wiele razy, bo w końcu egzaminy itede.
Znowu mam fazę na 'Diabeł ubiera się u Prady'. Kurdeee, ten film jest cudowny. Jestem beznadziejna, bo jak jakiś film mi się spodoba, to na amen. Najgorzej jest z takimi, które po obejrzeniu nawracają do mnie dopiero po jakimś czasie i znów je oglądam, a one podobają mi się jeszcze bardziej niż wcześniej. ;x Właśnie! To mi przypomniało o tym, że trza się dowiedzieć co do tego maratonu HP w kinie. :D kur.. szczęście się ulotniło. HP odwołany, właśnie się dowiedziałam.
no to chu****. -.-
Znowu mam fazę na 'Diabeł ubiera się u Prady'. Kurdeee, ten film jest cudowny. Jestem beznadziejna, bo jak jakiś film mi się spodoba, to na amen. Najgorzej jest z takimi, które po obejrzeniu nawracają do mnie dopiero po jakimś czasie i znów je oglądam, a one podobają mi się jeszcze bardziej niż wcześniej. ;x Właśnie! To mi przypomniało o tym, że trza się dowiedzieć co do tego maratonu HP w kinie. :D kur.. szczęście się ulotniło. HP odwołany, właśnie się dowiedziałam.
no to chu****. -.-
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


