czwartek, 5 lipca 2012

She drives me crazy.



Witam :) Mam ostatnio podejrzanie dobry humor, chociaż nie wszystkie rzeczy wyszły tak, jakbym tego chciała. No ale zostawmy to z boku, teraz tylko same dobre rzeczy.
Dobra, więc tak. Podyskutowałam dzisiaj z rodzicami na temat języków i otrzymałam poważną radę od nich, by w liceum kontynuować niemiecki.
No bo kurde... uczę się tego niemieckiego już od 78923647 lat (tak właściwie to tylko od sześciu) i to jest chyba wystarczająco dużo czasu, żeby coś z tego języka pojąć. Cóż, ja nie pojmuję. Nie dociera do mnie znacznie najprostszych zdań (no, ale niestety musiałam zrozumieć to, jak Lisa mówi, że kocha Mullera ponad życie. -,-) i ogólnie nie ogarniam tego języka, tak bardzo go nie lubię i zwyczajnie rzygam nim po tych kilku latach męczarni. No i uparłam się na hiszpański. A oni mi na to, że hiszpański przyda mi się tylko... w Hiszpanii. 'Lepszy rosyjski, ucz się rosyjskiego! Rosja taka rozległa!'. 'Tak, mamo, ale ja kieruję się raczej na zachód, a nie na wschód...'. Taak, to była rozmowa z rodzicami. Stanęło na tym, że przez trzy lata LO mam ogarnąć cały hiszpański, który tak bardzo chcę 'dla rekreacji', jak to mama określiła, i mam się nauczyć całego słowniczka przez wakacje. No a na studiach cisnąć rosyjski. Buahaha. 
Jutro idziemy do gimnazjum po wyniki w sprawie dostania się do liceów. Jakoś się tym nie przejmuję, bo wiem, że się dostanę. Bardziej martwię się tym, jak wychowawczyni zareaguje na moje czerwone włosy. Zawału chyba nie dostanie, co? 
Wczoraj byłam spontanicznie z dziewczynami w Manufakturze. Asia nie była jakoś specjalnie zachwycona, próbowałam ją rozruszać i w ogóle, ale chyba po prostu nie miała ochoty z nami przebywać. Ani włóczyć się po tak beznadziejnych miejscach. Cóż, miałam dosyć przebywania cały czas obok szkoły i gapienia się na skejtów, których największą umiejętnością jest przejechania po prostej drodze przez jakieś... 5 sekund? No, mniej więcej. No i połaziłyśmy trochę po sklepach (kupiłam sobie 'Dietę miłośniczek czekolady' w wersji mini, bo przecież za te normalne książki płaci się mająteeeeek!), poszłyśmy na lody, a później usiadłyśmy sobie na zewnątrz i obserwowałyśmy wokół ludzi. 
http://24.media.tumblr.com/tumblr_m3g6wh3HfY1qin3w6o1_1280.jpgNo i spotkałam kogoś bardzo interesującego. Kogoś, kto był mi już znany wcześniej. Kogo, kto dręczył mnie w pierwszej i drugiej klasie gimnazjum, bo zakochałam się w jego uroczym kumplu. : ) O tak, mowa o potężnym byczku, który mieszka w jednym bloku z Tobą, Fresa. Haha, miło go było widzieć w PRACY. Totalnie zapomniałam, że raz nie zdał, więc może już pracować w barze i obsługiwać klientów. Nono, muszę powiedzieć, że mile mnie zaskoczył. Tacy właśnie ludzie jak on powinni pracować w tego typu miejscach - są przecież pewni siebie, dowcipni i mają gadane, więc automatycznie przyciągają klientów. No, w każdym razie fajnie było patrzeć, jak lata dookoła z różnymi rzeczami, jak serwuje ludziom jakieś napoje i jak zaczepnie flirtuje z ładnymi kobietami. Jestem z Ciebie dumna, synu!
Dobra, to by było na tyle, nie? Dzisiaj mam zamiar napisać kolejną część historii Fresy i Mesuta Oezila. Wczoraj padłam, jak zobaczyłam, na co mnie stać w chwili potężnej nudy i zarzucania sobie braku ambicji. Awww, wyszła cudowna opowieść o dwójce ludzi, którzy kochają się mimo wszystkich przeciwności losu (np. nietypowego wyglądu głównego bohatera), dlatego jestem z siebie dumna. 
Wystarczy, kochani. I tak się rozpisałam. Adiós! :>

1 komentarz:

  1. Zacznę od końca. Też kocham to opowiadanko <3 Piękna historia z moim... jedzeniem w roli głównej <3
    Zaskoczyłaś mnie, że spotkałaś "byczka". Przypomina mi się, jak wychodziłam z nim na dwór jak byłam młodsza. Ekstra. Chce jechać do tego baru! Tylko nie wiem, czy jego problemy z serduchem nie dają mu się we znaki teraz.
    Rodzice zawsze wiedzą lepiej. Ta "wiedzą lepiej". A my mamy czas na popełnianie błędów. ;3

    OdpowiedzUsuń