środa, 18 lipca 2012

Wieczór z... The Cult.

Hmm, wracam po dłuższej przerwie (kilka dni spędzone na działce i nicnierobieniu) z nowym zapałem muzycznym i z góry przemyślaną ścieżką życia, która chcę iść. Ha, wiem, że to brzmi mega poważnie i w ogóle, ale obmyśliłam to podczas zbierania jagód. Zawsze ciągnęło mnie do dziennikarstwa, a już zwłaszcza w jakiejś znanej zagranicznej gazecie (może Times na początek?), w której mogliby docenić mój talent. Tym razem jednak wiem, że do mojej pasji pisania dołączyła także chęć zwiedzania świata i gruntownego zapoznania się z muzyką i jej początkami. Czemu by nie połączyć tego wszystkiego w jedną całość i podróżować po wielu zakątkach świata, pisząc do jakichś muzycznych gazet? Oceny płyt, wywiady ze znanymi i szanowanymi zespołami, odkrywanie nowych kapel, które chcą się wybić... To wszystko brzmi dla mnie jak nigdy niespełnione marzenie, ale kto wie? Może kiedyś mi się uda i będziecie mogli o mnie usłyszeć? Albo przynajmniej zobaczyć moje nazwisko w jakiejś ciekawej kolumnie gazety muzycznej? Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
W każdym razie moja lista zawiera jak na razie 61 pozycji wykonawców i zespołów, które pragnę przesłuchać, i zamierzam mocno się do tego przyłożyć. Plan jest taki, że ściągam po dwa albumy każdej pozycji, przesłuchuję, i jeśli na to zasłuży, to myślę o zaopatrzeniu się w pozostałe krążki grupy. Jeśli nie - usuwam z komputera i zapominam, proste.
________________________________________________________________________________
Dzisiaj na obiekt zainteresowania wybrałam stary, ale jary zespół - The Cult. Grupa, która powstała w 1983 roku, czyli wtedy, kiedy mnie jeszcze nie było na świecie, a nawet nie byłam jeszcze planowana, zajmuje się rockiem w wielu odmianach - od pięknych niemal gotyckich ballad przez prosty mocno gitarowy rock po heavy metal, jak podaje wikipedia. Co skłoniło mnie do zabrania się za właśnie ten zespół? Wywiad z gitarzystą, Billym Duffym, który twierdzi, że nowa płyta zespołu jest świetna. Cóż, zapragnęłam sprawdzić, czy muzyk ma rację, czy może zwyczajnie jest zbyt pewny siebie.
Wraz z Choice of Weapon wzięłam się również za jedną z pierwszych płyt zespołu - Love (1985 r.).
Wrażenia po pierwszym odsłuchaniu? Wyśmienite! Zespół nadaje na tych samych falach co ja, a ich klimat totalnie mi odpowiada. Love to krążek pełen znakomitych kawałków, a nieczęsto zdarza się, by jakaś płyta spodobała mi się za pierwszym razem. Cóż, po tej właściwie zostałam wciśnięta w fotel. Nie pozostawało mi nic innego, jak tylko nie wyłączać i z rosnącym podekscytowaniem słuchać dalej. Nie potrafiłabym jeszcze rozróżnić poszczególnych piosenek, dwa odtworzenia to stanowczo za mało, zwłaszcza, jeśli zna się zespół niecały jeden dzień. Potrafię jednak powiedzieć, że za pierwszym razem szczególnie w pamięć wryło mi się Black Angel, Nirvana, Rain. Zobaczymy, jak będzie po dłuższym zaznajomieniu się z płytą.
Choice of Weapon, jak sam Billy Duffy powiedział, jest jakby powrotem starego The Cult. Zastanawiam się teraz, czy to znaczy, że albumy w późniejszej twórczości zespołu odbiegały od tego, czym była ich muzyka na początku. Musiałabym zaznajomić się z pozostałymi płytami, a na to potrzeba czasu. W każdym razie Choice of Weapon, jak na pierwszy raz, robi na mnie o wiele mniejsze wrażenie niż Love, nie jest bynajmniej słabym albumem. Wręcz przeciwnie - również zawiera mnóstwo wspaniałych piosenek w bardzo podobnym klimacie. Chyba muszę jednak odtworzyć je jeszcze kilka razy, by docenić je bardziej.
Cóż, jak mówiłam, nie da się ocenić albumu po jednym czy dwóch odtworzeniach. Miałam jednak szczęście, że The Cult wyjątkowo przypadło mi do gustu natychmiastowo. Inaczej się sprawa miała z Alice Cooper, Sex Pistols czy innymi znanymi pozycjami. Jak na razie, jedyne, czego mi trzeba, to czas - czas, który udowodni, co tak naprawdę cenię sobie bardzo, a co powinno wylądować w koszu. Mam nadzieję, że zdążę jeszcze poznać wszystkie płyty The Cult tylko i wyłącznie z dobrej strony. : )
Jutro postaram się ocenić polski zespół - Dianoya - robię tu mały wyjątek, bo nie słucham polskiej muzyki. W każdym razie zaintrygowali mnie i postanowiłam sprawdzić ich muzykę, zwłaszcza że przekonali mnie ciekawym opisem nowej płyty. Tu problemu nie ma - chłopcy mają, o ile jestem dobrze poinformowana, tylko dwa krążki. Roboty więc zbyt wiele nie mam...

1 komentarz:

  1. Widzę, że mamy podobne cele jednak (załóżmy gazetę!) :D I do tego muszę się przyznać, że również ściągam setki albumów i wszystko przesłuchuję, nadrabiam, nowości, starości ... Ostatnio po prostu siedzę przed komputerem i słucham kolejnych piosenek. I jest fajnie. :)

    OdpowiedzUsuń