wtorek, 3 lipca 2012

Where do you go?

Dobra, chyba ze mną nie najlepiej, skoro mam zaciesza z efektu chłodzącego w pomadce. Jestem nienormalna.
W każdym bądź razie spędziłam dzisiaj kolejny miły dzień z przyjaciółką na dworze. Pochodziłyśmy po osiedlu, parę razy odwiedziłyśmy McDonalda, w którym było przyjemnie chłodno (czy ktoś może wreszcie wyłączyć te cholerne upały?!) i ogólnie robiłyśmy jedno wielkie NIC. Kolejne wakacje, które swoje ambicje zakończą na przesiadywaniu na dworze i maniaczeniu w anime lub HP Lego. Nie zrozumcie mnie - kocham to. Ale ile można, tak na poważnie?
Chciałabym, żeby mnie tak pocieszał. Ew. wziął w ramiona,
pocałował w główkę i wyszeptał, że wszystko będzie GUT. :C
Każdy chciałby zwiedzić trochę świata, zobaczyć ciekawe miejsca, poznać nowe kultury. No i przede wszystkim chodzi o to, by wyrwać się trochę ze swojego cuchnącego, powiewającego nudą miasta. To znaczy... nie zawsze nasze miejsce zamieszkania musi takie być. Chodzi po prostu o to, że, cóż, przynajmniej ja tak mam, często ma się dosyć otaczającej nas okolicy i chcemy poznać coś nowego.
Na dodatek powinnam wziąć się za pisanie opowiadań, które już zaczęłam. Moje lenistwo osiągnęło chyba jednak poziom hard, bo totalnie nie mam ochoty na branie się za jakąkolwiek twórczość. Zaczęłam opowiadanie fantastyczne, które, z braku lepszych pomysłów, zatytułowałam "Książę Lasu" (wtf?!), jedno o dziewczynie i duchu oraz tysiąceeeee innych.
W piątek wyniki co do przyjęcia do liceum. Myślę, że powinnam się dostać, ale kto ich tam wie. A później na lody, juhu, na lody z ludźmi, z którymi niekoniecznie chcę iść na te lody. Znaczy... z jednym człowiekiem. Wczoraj go spotkałam, czysty przypadek. Chciałam już sobie iść, żeby go ominąć, ale zdążył się pojawić na swoim pięknym rowerze. Zajechał i pierwsze, co powiedział, to: "Fajne włosy". A później totalna olewka.
A Rafał nadal nie ogarnął, o co chodzi. Mimo że powiedziałam, że moje serduszko zostało złamane tego roku, a później chciałam jak najszybciej ulotnić się, by nie spotkać Jego, Rafał nie potrafił połączyć pewnych elementów w jedną całość. Cóż, zgaduję, że skoro to facet, to nie załapie, dopóki nie powie mu się czegoś prosto w twarz.
Dobra, chyba powinnam postawić na pełen chilloucik i spróbować zapomnieć o niektórych osobach. Wkraczamy w nową erę, co?
Najlepsze jest to, co robią ze mną te czerwone włosy. Ledwo wyszłam dzisiaj z domu i już zaczepił mnie starszy chłopak, najpierw się trochę wahając, a później pytając, czy mam papierosa. Hahaha, buntowniczka ze mnie. <3 Miałam z siebie banie.

1 komentarz:

  1. podryw na papierosa zawsze spoko. <3
    tym baranem się nie przejmuj. faceci to debile, nigdy nie odgadną, o co chodzi i jeszcze mają pretensje.

    OdpowiedzUsuń