Dobra, teraz, kiedy wreszcie odzyskałam komputer i mój ukochany Itunes, nareszcie mogę słuchać swojej muzyki i przesłuchiwać muzykę, której wcześniej nie znałam. Dzisiaj wybór padł na Florence And The Machine, bo już zbyt długo mam ich płytę na kompie bez żadnego śladu użytku. Pierwszą piosenką grupy, którą usłyszałam, było "Heavy In Your Arms" bodajże z "Zaćmienia", choć wtedy oczywiście nie zdawałam sobie sprawy z tego, co to za piosenka, czyja jest i w ogóle jaki ma sens. Jakby się nad tym zastanowić, nie interesowała mnie zbytnio muzyka w tamtych czasach, ale jak widać - nadrabiam. Piosenka, która była punktem zwrotnym w całej sytuacji - "Never Let Me Go" - pojawiła się w serialu Pamiętniki Wampirów podczas jakże cudownego pocałunku Eleny z Damonem. Od tej pory zainteresowałam się Florence i jej zespołem.
Okej, więc dzisiaj zajmuję się albumem Ceremonials, bo cały czas widzę go na sklepowych półkach i ciągle się o nim słyszy. Poza tym status platyny musi o czymś świadczyć, nie? W każdym razie przed puszczeniem pierwszej piosenki byłam nastawiona totalnie pozytywnie i, muszę przyznać po przesłuchaniu całości, zupełnie się nie zawiodłam. Jejku, ta płyta to totalny majstersztyk. Hmm, wygląda na to, że popełniam tu podstawowy błąd, bo nie słuchałam pierwszej płyty grupy i nawet nie mam porównania i nie mogę powiedzieć, czy Florence rozwinęła się jako piosenkarka, czy też raczej cofnęła. Wybaczcie mi tę wielką wpadkę, obiecuję nadrobić przy najbliższej okazji.
Okej, pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, jest taka, że każda piosenka bez wyjątku przepełniona jest niewątpliwym uczuciem, które totalnie wypełnia słuchającego i... cóż, przenosi go do zupełnie innego świata. Utwory są jakby z innej bajki i są tak niesamowicie skomponowane, że czasami zwyczajnie brak mi słów. Wiecie, która piosenka zwróciła szczególnie moją uwagę? What The Water Gave Me. Sama nie wiem czemu, po prostu powala już za pierwszym przesłuchaniem. Przy końcówce ledwo można usiedzieć, bo emocje rozrywają od środka. Wspaniała kompozycja.
O wyjątkowości Never Let Me Go nie będę się rozwodzić, bo to jasne jak Słońce, że zapadła mi w pamięć głównie ze względu na szczególny moment w ulubionym serialu. Kawałek świetny, ale co do teledysku brak mi słów - może po prostu jestem zbyt głupia, by go zrozumieć, albo zwyczajnie on nie ma być zrozumiany...? W każdym razie mam nadzieję, że Florence nie będzie zbyt dużo uwagi poświęcać na video, a zajmie się muzyką, bo to wychodzi jej o niebo lepiej.
Resztę utworów nazwę ogólnikowo magicznymi, bo jeszcze nie wszystkie ogarnęłam na tyle dobrze, by je zapamiętać. Tak czy inaczej - płyta zasługuje na pochwałę i KONIECZNIE trzeba jej przesłuchać. Nie żartuję, podobała mi się i mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu. Głos tej kobiety rządzi (mimo że twarz ma raczej męską) - zmysłowy, delikatny, a kiedy trzeba - z pazurkiem. Pozycja niezbędna.
Ocena płyty: 9/10.

o matko FLO<3 MOJA BOGINI. Genialna płyta (mi się bardziej podoba niż "Lungs") ale pierwszego krązka też Ci radzę przesłuchać, bo jest zupełnie inny niż ten...
OdpowiedzUsuń