And I know you’re going somewhere to make a better life
I hope that you find it on the first try
And even though it kills me
That you have to go
I know it'll be sadder
If you never hit the road
So farewell!
Somebody's gonna miss you
Farewell!
Somebody's gonna wish that you were here
That somebody's me
Te słowa tak doskonale pasują do sytuacji, która się dzisiaj zdarzyła. Chciałabym powiedzieć Ci "żegnaj", ale nie potrafię. Sprawiasz, że moje serce pęka, ale też sprawiasz, że smieję się, kiedy wszystko mnie przytłacza. Chcę dla Ciebie najlepiej, chociaż często sprawia mi to ból. Nie zawsze będę popierać Twoje wybory, ale zależy mi na twoim szczęsciu. Zawsze będę dla Ciebie pragnęła tego, co najlepsze.
Dlatego żegnaj.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
niedziela, 27 listopada 2011
Sama już nie wiem co mam robić.
Jak w temacie. ; ] Może uznacie mnie za przewrażliwioną, ale mam dosyć ludzi. Prawda jest taka, że nie potrafią docenić czyjejs pomocy i najczęsciej po prostu zapominają o osobach, które dbały o nich i troszczyły się o to, by ci ludzie mieli jak najlepiej. Tyle się mówi, a to w Kosciele, a to u starszych, 'bądź dobry, pomagaj innym, a inni pomogą Tobie'. Szczerze? Gówno prawda. Dotyka nas szara rzeczywistosć. Tutaj rządzą ludzie, których tak naprawdę Twoje problemy nie obchodzą, a tylko udają, bo czegos od nas chcą.
Nie wiem czy chce mi się prowadzić tego bloga. Straciłam pozytywne nastawienie. Straciłam wiarę. Stałam się marudą. Nie jestem pewna czy satysfakcjonuje mnie życie w swiecie, w którym liczy się tylko własna dupa.
Dziękuję. Możecie na mnie nawrzucać. Chętnie przyjmę ostre słowa krytyki i Wasze zdanie na ten temat.
A no tak. Nikt nie czyta tego bloga. Żyjcie więc w niewiadomosci. Do widzenia. ; )
Nie wiem czy chce mi się prowadzić tego bloga. Straciłam pozytywne nastawienie. Straciłam wiarę. Stałam się marudą. Nie jestem pewna czy satysfakcjonuje mnie życie w swiecie, w którym liczy się tylko własna dupa.
Dziękuję. Możecie na mnie nawrzucać. Chętnie przyjmę ostre słowa krytyki i Wasze zdanie na ten temat.
A no tak. Nikt nie czyta tego bloga. Żyjcie więc w niewiadomosci. Do widzenia. ; )
środa, 23 listopada 2011
Leave everything behind.
Dobra, więc pakuję się do szpitala. Wiem, że to tylko dwa dni, ale jednak jest tam tak nudnooo, że trzeba dużo rozrywek. :D Harry Potter and The Order Of The Phoenix oczywiście, pamiętnik, "Mały Książę", artykuły biologiczne do konkursu i książki z trzech klas. Kurde, ale chyba ją posrało. Wie, że w poniedziałek jest konkurs, a mimo to zapowiedziała test. I teraz kurde tak: co ważniejsze, konkurs czy test? Znając życie, test będzie taki, że i tak piątki nie otrzymam, a gdybym się postarała z konkursem.. to i tak nie przejdę. ; / Ale kurde, chyba jednak przesadza.
Teraz problem, który ostatnio mnie nurtuje: jestem zbyt miła. Po prostu nie mogę odmówić pewnej osobie pomocy i nie rozumiem, skąd się to bierze. Czasami nawet zawalam własne sprawy, by być przy tej osobie, kiedy mnie potrzebuje. Słucham zażaleń, udzielam porad, motywuję do dalszego działania, często zaniedbując sama siebie. ; / Dzień w dzień. A kiedy przychodzi co do czego, tzn. kiedy ja potrzebuję się wygadać, to tej osoby nie ma. Albo mnie zlewa. Jestem stanowczo zbyt miła. Wrrr..
Nawet nie wiem już o czym pisać. ; / Może o tym, że składam już trzeci numer gazetki?! :D Będzie tam moja recenzja koncertu Marsów! :DDD Przyznam szczerze, że jak na coś, do czego usiadłam późno i się nie przykładałam, wyszło nadzwyczaj dobrze. Porównując do wszystkich rozprawek, które piszę na polski... Ale to jednak jest tak, że im więcej wie się na jakiś temat, i im bardziej jest się czegoś pewnym, tym lepiej jest pisać. Także artykuł zajął mi ponad stronę w wordzie, a napisałam to w kilka minut i muszę przyznać, że było to najprzyjemniejsze, co do tej pory pisałam w gazetce. Naprawdę. Aż chciałabym tak zawsze. Bo zwykle piszę o pierdołach, które narzucą mi nauczycielki. A teraz... cudowne uczucie. : D
Dobra, to chyba tyle. Wrócę w sobotę i wtedy napiszę jakie to nudy panowały w szpitalu. Mam nadzieję, że w końcu uda się wyjaśnić, czemu jestem takim ginekologicznym dziwadłem. Liczę też na to, że nie będą mnie badać ginekologicznie. To jakaś masakra, serio. Obiecała, że nie będą. Podobno badania przysadki mózgowej. oO Dobra, nie znam się, więc nic nie mówię. To do napisania w sobotę! ; D
Teraz problem, który ostatnio mnie nurtuje: jestem zbyt miła. Po prostu nie mogę odmówić pewnej osobie pomocy i nie rozumiem, skąd się to bierze. Czasami nawet zawalam własne sprawy, by być przy tej osobie, kiedy mnie potrzebuje. Słucham zażaleń, udzielam porad, motywuję do dalszego działania, często zaniedbując sama siebie. ; / Dzień w dzień. A kiedy przychodzi co do czego, tzn. kiedy ja potrzebuję się wygadać, to tej osoby nie ma. Albo mnie zlewa. Jestem stanowczo zbyt miła. Wrrr..
Nawet nie wiem już o czym pisać. ; / Może o tym, że składam już trzeci numer gazetki?! :D Będzie tam moja recenzja koncertu Marsów! :DDD Przyznam szczerze, że jak na coś, do czego usiadłam późno i się nie przykładałam, wyszło nadzwyczaj dobrze. Porównując do wszystkich rozprawek, które piszę na polski... Ale to jednak jest tak, że im więcej wie się na jakiś temat, i im bardziej jest się czegoś pewnym, tym lepiej jest pisać. Także artykuł zajął mi ponad stronę w wordzie, a napisałam to w kilka minut i muszę przyznać, że było to najprzyjemniejsze, co do tej pory pisałam w gazetce. Naprawdę. Aż chciałabym tak zawsze. Bo zwykle piszę o pierdołach, które narzucą mi nauczycielki. A teraz... cudowne uczucie. : D
Dobra, to chyba tyle. Wrócę w sobotę i wtedy napiszę jakie to nudy panowały w szpitalu. Mam nadzieję, że w końcu uda się wyjaśnić, czemu jestem takim ginekologicznym dziwadłem. Liczę też na to, że nie będą mnie badać ginekologicznie. To jakaś masakra, serio. Obiecała, że nie będą. Podobno badania przysadki mózgowej. oO Dobra, nie znam się, więc nic nie mówię. To do napisania w sobotę! ; D
piątek, 18 listopada 2011
Super.
Skończyła się moja radość. Nie idę na dyskotekę. Kiedy wszyscy najpierw będą zajadać się smaczną pizzą na urodzinach klasowych, a później szaleć na dyskotece szkolnej, ja będę leżeć w łóżku w szpitalu. Świetnie. ;] I tu nie chodzi tylko o zabawę, bo wiadomo przecież, że dyskoteka szkolna to kicz. Miałam po prostu nadzieję na ... coś. No ale teraz już nieważne. Nie uda się. Szansa zmarnowana. Goodbye. Po prostu wszystko musi mnie omijać. Ja pierdykam. Beznadziejnie się teraz czuję i nie sądzę, by coś miało mi poprawić humor.Dobra, dzisiaj to tyle. Nawet nie mam siły ani chęci pisać o pozytywach. Klęska przysłoniła mi całą widoczność.
czwartek, 17 listopada 2011
Come as you are.
Zaczęła się nowa era! :D Widzicie te zmiany na blogu? Bylibyście ślepi, gdybyście nie zauważyli. Podoba Wam się? Oczywiście! A kogo to zasługa? Naszej kochanej, cudownej, uzdolnionej i najlepszej Fresy. ♥Wielbmy ją po wsze czasy, bo gdyby nie ona, nie potrafilibyście patrzeć na tego bloga, który, gdyby był domem mieszkalnym, byłby brudną, szarą kamienicą z poobdrapywanymi ścianami, schodzącym lakierem i zwisającymi oknami. No, to takie małe porównanie. Olek znowu zaczął mnie spamować swoją czułością. Mam tego dosyć. Zwłaszcza w szkole, kiedy "pocieszał mnie" (wielki niedźwiedzi uścisk) po wiadomości od Dominiki, że dostała się do 2. etapu konkursu z ang. Teraz wszyscy robią wielkie oczy, o co chodzi.
Konkurs z angielskiego zawaliłam, podobnie z polskim. :C Sama nie wiem, co poszło mi gorzej, teraz trzeba czekać na wyniki. Najgorsze jest to, że to J.A.S.I.U. sprawdza mój konkurs polonistyczny. Boję się ośmieszenia. Zwłaszcza jak trzeba było zdania poprawić, to ja myślałam, że pod względem treści, bo jakoś gramatycznie wszystko mi pasowało. Zamieniłam więc, że 'prasa ręczna czy coś takiego funkcjonowała około czterysta lat' na cztery tysiące lat. Ja walę. Proszę, oby to sprawdziły inne nauczycielki.
Nadchodzi sielanka, moi drodzy. Skończyłam na razie konkursy, zaczyna się weekend. :D Cudownie.
sobota, 12 listopada 2011
Jak zawsze.
Mam dosyć. Codziennie, dzień w dzień, budzę się niewyspana z tym samym uczuciem: trzeba się uczyć. Nie wytrzymuję już tego. Nawet bez tych konkursów jest ciężko. Z biologii wychodzi mi na razie trója, a w poniedziałek jest kolejna kartkówka, z tego, czego nie kumam. Poza tym... nawet jak jest temat, który rozumiem, to kartkówkę i tak zawsze spieprzę - po prostu nie ogarniam jej sposobu oceniania. Więc i tak wychodzi na tróję. Dodam, że biorę udział w konkursie z biologii. ;] Do którego, tak nawiasem mówiąc, nic nie umiem i jestem totalnie nie przygotowana. Cóż, przynajmniej się Ropucha zatroszczyła o mnie: - "Ojejku! Byłaś w szpitalu? To jak Ty się zdążysz nauczyć do konkursu? Dasz radę? *zmartwiona mina*". - "Postaram się, proszę pani *smutne oczka*". Staram się, kurna. Staram się i co mi wychodzi?! Gówno, za przeproszeniem. Na dodatek konkurs polonistyczny mnie załamał. Lista lektur obowiązujących na nim jest długa jak mój tułów, na dodatek drobna czcionka. Mam to przeczytać do czwartku? Proszę Was, ja nawet streszczeń nie ogarnę do tego czasu. Na dodatek wszystkie formy wypowiedzi funkcjonujące w naszym cudownym języku i słowotwórstwo. : )) Jeju, jak się cieszę.
Najbardziej i tak mi zależy na konkursie z angielskiego. Mam nadzieję, że będzie łatwiejszy niż ten, co mi dała ostatnio, z tamtego roku. Miałam 71% z niego, jak mi sprawdziła, ale w sumie to i tak dobrze jak na robienie w nocy i bez sprawdzania. Tylko że trzeba mieć 75%, żeby przejść. :C
Serio, jak listopad się skończy, to może trochę odetchnę? Nie sądzę. Nawet teraz przecież nie uczę się do konkursów, a czasu nie mam wgl. A ten weekend zaczął się tak wspaniale - wróciłam do swojego hobby, drugiego ulubionego po pisaniu opowiadań (na które i tak czasu nie mam...) - rysowania. :D Narysowałam Jareda Leto i Tomo i muszę przyznać, że wyszli całkiem nieźle. Każdy kolejny portret, który rysuję, wychodzi coraz lepiej, tak mi się wydaje. A fazę na Marsów mam po koncercie - choć przyznaję, że średnio mi się podobał. Wszyscy się tak zachwycają - "Ach, Jared był cudowny i taaaaki śliczny, a piosenki, które śpiewaaaał *aaaach*" - tylko czemu nikt nie wspomina o tym, jaki Jared jest niesympatyczny i arogancki albo o tym, jak często fałszował? Cóż, może na 1. koncercie nie tak bardzo jak na tym moim, ale jednak. Na dodatek moje dwie ulubione piosenki były akurat w poniedziałek, a nie we wtorek. :C Hurricane po prostu odtworzyli z klipu, na który patrzeć nie mogę. -.- Trwało to, cholera jasna, 10 minut jakieś. Męczyłam się i płakałam, bo chciałam usłyszeć na żywo. Poza tym "The Story" zamienili na "A Beautiful Lie". "The Story" kojarzy mi się z miłością piękną, ale niebezpieczną, zakazaną. Napisałam do niej całe opowiadanie zatytułowane "A Beautiful Lie", co jest w sumie ironią, jak się patrzy na zdania wcześniej. xD Rudej się za to nie podobało to, jak zmienili "The Kill" - z żywej i mocnej na jakąś balladę. Zaskoczył mnie Shannon. Bardzo go polubiłam, w przeciwieństwie do jego brata, który trochę mnie do siebie zniechęcił od koncertu. -.- Była pozytywna zabawa. :D
Dobra, nie mam siły pisać. Tyle się zdarzyło od ostatniej notki, ale i tak nikt tego nie czyta, więc po co się staram? o_O'
poniedziałek, 7 listopada 2011
Edytor strony.
Nie miałam pomysłu na tytuł notki, więc dałam pierwszy zwrot, jaki zauważyłam. :DD Jestem taka szczęśliwa. Nie wiem nawet czemu! Po prostu szłam sobie na ang. i wtedy coś zrozumiałam. Opowiem Wam więc swoją filozofię, może Wam pomoże tak samo jak mnie.
Jechałam tramwajem. Było mi tam ciepło. Wysiadłam z tramwaju i uderzył we mnie chłód. Zwłaszcza w dłonie było mi zimno i stwierdziłam, że mogłabym założyć rękawiczki. Jednak nie chciało mi się ich sięgać. I wtedy mnie olśniło. Wyciągnęłam rękawiczki, założyłam je na swe dłonie i poczułam szczęście. Nie pytajcie mnie czemu, może to to ciepło tak na mnie podziałało. xD Wtedy zrozumiałam, że dogodzenie sobie wymaga wysiłku, ale ten wysiłek jest warty starania! Zrozumcie, naprawdę, już prościej niż na tym przykładzie, nie da się tego wytłumaczyć. :D W każdym razie teraz jestem szczęśliwa i mam nadzieję, że ten stan się utrzyma. ; ))
Strasznie dużo roboty, a sytuacji nie ułatwia jutrzejszy koncert! Kuuurde, jestem taka podekscytowana. Mój pierwszy koncert! Byłam wściekła na Oczojebną Jacket, że zobaczy to wcześniej niż ja i Ruda, ale teraz się dowiedziałam, że my mamy specjalny show - Neon Night. Musimy się ubrać kolorowo, wręcz oczojebnie, a ja nic takiego nie mam! ;(( Mam nadzieję, że specjalny show potrwa dłużej niż ten dzisiejszy, bo nie dość że się spóźnili godzinę, to trwało to wszystko półtorej godziny tylko. ; oo strasznie krótko moim zdaniem. ;D Jutro Zrzęda i Geniusz piszą Olimpusa jakiegoś, także do mnie należy wychowawcza. To też jeden z czynników szczęścia mojego, bo co wychowawczą zastanawiałam się, czemu tylko Zrzęda mówi, a ja muszę z Geniuszem stać na środku klasy jak te kołki. No, to teraz zwalę Go z władzy! :DD Hahaha. :D
Dobranoc! :*
niedziela, 6 listopada 2011
Somehow Someday.
Nie wyrobiłam długo z Hilary Duff = zaczęłam ponownie słuchać rocka = mój nastrój się pogorszył = jestem niemiła. Wrrr.. mam ochotę kogoś walnąć i chyba wiem, komu przywaliłabym najchętniej. Są dwie takie osoby. Nie będę jednak wymieniać tutaj ich imion ani ksywek. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo.
Na dodatek jestem na siebie wkurzona za zmarnowanie weekendu. Grałam sobie cały czas w tenisa (oj, nie łudźcie się, że na dworze, tylko na kompie -.-) i po prostu olałam naukę, lekturę i pd. Kurdeee, jestem beznadziejna.
Muszę jeszcze uzupełnić testy z chemii, wszystkie grupy, by się nauczyć i dostać 5, która podniosłaby moją wspaniałą średnią. Muszę też się wziąć za opooo! Za długo się zastałam, no, aż wstyd. -.-
A wczoraj oglądałam najlepszy horror jaki kiedykolwiek powstał - Naznaczony. Jeju, ludzie, to jest lepsze niż japońskie horrory, o których miałam takie dobre zdanie. Zginęła tu jedna osoba tylko, ale za to 2/3 filmu spędziłam pod kołdrą, a raz nawet krzyknęłam. Ja walę. Masakra jakaś. A ja na to chciałam iść do kina. xDDD Nie wiem jak bym wytrzymała bez kołdry. No i to chyba było w 3D to już wgl..
Dobra, kończę notkę, bo cała jest naładowana negatywną energią. Muszę się przyłożyć. -.- Na razie.. ; )
PS. Wieeeem, że zawsze wklejałam tylko zdjęcia dziewczyn i wgl, ale Hugh Dancy i Alex Ptecośtam zasługuje na uwagę, nie uważacie? :DD
piątek, 4 listopada 2011
Between You and Me.
Dobra, wiem. Jestem porąbana. Słucham właśnie Hilary Duff i jestem szczęśliwa. Po prostu coś mnie tchnęło, bo zauważyłam, że przy takiej rockowej i smutnej muzyce szybko się dołuję i zauważam całe zło świata, a taka postawa jest totalnie niedopuszczalna. Postanowiłam więc zapuścić jakąś słodką, popową nutę, a ponieważ w tej dziedzinie znoszę jedynie Hilary Duff (idolka młodych lat! :D), to padło na nią. Można przecież stworzyć dobry pop, nie? ;) Niestety coś, co przed chwilą przeczytałam na blogu jednej z koleżanek wprawiło mnie w pewnego rodzaju smutek. Nie wiem o co biega, sama siebie nie rozumiem. Po prostu trochę mnie to zdołowało. ;c Powinnam była dawno dać sobie spokój, ale jakoś nie potrafię. No cóż, może kiedyś samo minie. :))
Dzisiaj pani Agnieszka przesłała mi zagadnienia na test z pierwszego unitu z angielskiego. :D Kurde, zapału do pracy to ona ma sporo, mi nie chciałoby się tworzyć notatek z książki, które przecież uczniowie mogą zrobić sobie sami. No ale to bardzo miłe w każdym razie. ;)
W ten weekend zamierzałam się wziąć za kontynuowanie HP po angielsku (5 część), ale Fresa swoją notką na blogu przypomniała mi o 'Opium w rosole' i marzenie dotyczące obijania się rozpłynęło się w mgnieniu oka. ;/
Czeka nas kolejny ciężki tydzień w szkole. Sporo zakuwania, jak zawsze z resztą, nawet nie wiem z czego, ale wiem, że coś na pewno jest. Zawsze jest. Dzisiaj wydałyśmy drugi numer gazetki, z którego również jestem dumna. :D Przestałam mieć o sobie złe zdanie i powoli wracam do życia (przestałam brać lek, którego skutkiem ubocznym są depresje i doły, więc wiecie. :D). Kamcia wraca do gry! ^^ Na dodatek zaczęli bardzo dokładnie sprawdzać kuloodporne mundurki. Dzisiaj była kontrola na technice. Ja pierdykam, trzymajcie nas pod większym kloszem, tylko na to czekałam. :))
O Olku nie mam nawet siły pisać. Obraził się na mnie dzisiaj. Nieważne jest to, jak potraktował mnie w sobotę, chociaż przymilał się cały tydzień, żeby spędzić ze mną trochę czasu. Niee, teraz on ma focha, bo nie chciałam mu dać matmy do spisania i powiedziałam mu, że mam go dosyć, a później przed WOSem powiedziałam głośno Kotletowi, jak bardzo Olka nie lubię i jaki jest wnerwiający...
... dopiero później spostrzegłam, że stoi obok. No, nieważne. Bywa. Akurat na jego zdaniu mi nie zależy.
Jest jeszcze Błazen. Błazen to ksywka nadana chłopakowi, który nie daje mi obecnie spokoju i który nazywa mnie swoją królową, a ja nazywam go.. no właśnie - błaznem. xD Wydaje się być zadowolony z tej funkcji, także ja też się cieszę. :D Ale ciągle się upiera na spotkanie. Nie wiem ile wymówek jeszcze mi pozostało, ale długo nie pociągnę. -.-Dobra, żegnam. Idę się wyspać. Śpię na siedząco (nawet teraz zamiast 'śpię' napisałam 'stoję', tak że powstało 'stoję na siedząco', ale na szczęście dostrzegłam to przy sprawdzaniu tekstu xD). Papa. :D
Tekst dnia nr 1: Jestem zdziwiona Waszym zdziwieniem.
Tekst dnia nr 2: - Halo?
- Heeej,Kamilaa! Masz uzupełnione ćwiczenia z fizyki?
- Muszę kończyć, pa.
środa, 2 listopada 2011
Bittersweet Faith.
Hyhy. :D Dobry humor mam, jak zawsze po angielskim. Dzisiaj pani powiedziała, że napisałam najlepiej z całej grupy maila i jestem mega happy. :D Chociaż w sumie mail jest mi znany, jako że w szkole przerabiamy to wiele razy, bo w końcu egzaminy itede.
Znowu mam fazę na 'Diabeł ubiera się u Prady'. Kurdeee, ten film jest cudowny. Jestem beznadziejna, bo jak jakiś film mi się spodoba, to na amen. Najgorzej jest z takimi, które po obejrzeniu nawracają do mnie dopiero po jakimś czasie i znów je oglądam, a one podobają mi się jeszcze bardziej niż wcześniej. ;x Właśnie! To mi przypomniało o tym, że trza się dowiedzieć co do tego maratonu HP w kinie. :D kur.. szczęście się ulotniło. HP odwołany, właśnie się dowiedziałam.
no to chu****. -.-
Znowu mam fazę na 'Diabeł ubiera się u Prady'. Kurdeee, ten film jest cudowny. Jestem beznadziejna, bo jak jakiś film mi się spodoba, to na amen. Najgorzej jest z takimi, które po obejrzeniu nawracają do mnie dopiero po jakimś czasie i znów je oglądam, a one podobają mi się jeszcze bardziej niż wcześniej. ;x Właśnie! To mi przypomniało o tym, że trza się dowiedzieć co do tego maratonu HP w kinie. :D kur.. szczęście się ulotniło. HP odwołany, właśnie się dowiedziałam.
no to chu****. -.-
czwartek, 27 października 2011
Will you miss me when I'm gone?
Heej. ;D Obiecałam sobie, że pójdę dzisiaj wcześniej spać i znowu mi się nie udaje. Mogłabym pójść za 10 minut spać, ale jutro na 1. godzinie lub 2., nie wiem, piszę zaległą kartkówkę z fizyki. Z FIZYKI. Podobno łatwa, dlatego się nie uczyłam do tej pory. Nie chce mi się. To najgorszy przedmiot jaki może być i totalnie go nie rozumiem. Na dodatek muszę zaliczyć jutro także technikę, a tam są te kabelki i prąd, a ja tego nie ogarniam, więc polegnę. A chcę mieć 6 z techniki! No, nieważne... Dzisiaj dostałam w końcu od Szymona przykładny konkurs z angielskiego. Nie jest taki trudny jak myślałam i wiem już, co trzeba sobie powtórzyć. Na pewno historię Wielkiej Brytanii i USA. No i odpowiedniki angielskich słówek w amerykańskim, to będzie najgorsze. ;x Ale i tak się cieszę jak cholerka. :D Po prostu uwielbiam angielski i nie wyobrażam sobie, że miałabym np. przez tydzień nie powiedzieć, napisać lub przeczytać czegoś po angielsku. <3
Dzień całkiem pozytywny. Najlepsze i tak były kalambury ze Zrzędą i Gromem (koleżanka). Najpierw próbowałam pokonać Zrzędę w kółko i krzyżyk, ale ciągle remis, remis, remis. Przypomniałam sobie, jak graliśmy kiedyś w internecie w kalambury. Cienias. :D Wygrywałam zawsze, i to nie tylko z nim, ale resztą ludków. Hihi, powinien był się przygotować na to, że ze mną nie ma łatwego życia. No tak, w sumie dziś mi to powiedział. Bo te kalambury to były na zastępstwie za gegrę. Była "religia", ale pani nam pozwoliła robić, co chcemy, byleby było cicho. Wtedy Zrzęda powiedział coś o tym, że może modlitwa pomogłaby mu ze mną, bo ma ciężkie życie, siedząc ze mną w ławce (Rudej nie było). Pfff. A dzisiaj na dodatek siedzimy sobie właśnie przed tą religią przed klasą i Aborygen zaszedł go od tyłu i przywiązał mu do buta jakiś sznurek. Kiedy Zrzęda się zorientował, Aborygen kazał mu iść do końca korytarza aż sznurek się napnie. I akurat szła p. pedagog. Popędziła do Zrzędy i nie widziałam, co się tam działo, bo były drzwi otwarte od sali i nie chciało mi się wychylać. Myślałam, ze go ochrzani czy coś, bo Zrzęda pojawił się w zasięgu oczu, machając ze złością rękami i dziwnym grymasem na twarzy, ale ona próbowała mu pomóc się z tego uwolnić! No nie. Muszę pamiętać, żeby nie wspominać o ZuO nauczycielkom naszej szkoły - wszystkie są zauroczone malutkością i urokiem Zrzędy. Chwila... on nie ma w sobie uroku. Chyba że mały smerf ciągle narzekający na życie i na ludzi i na wszystko, a na dodatek obrażający i mszczący się za byle drobnostkę, jest słodki. Bo wg mnie nie. Do Zrzędy - jak Ci to już wyślę na Skype (o ile to zrobię), to marudź na mój temat pod nosem, bo zażaleń nie przyjmuję. ;p
Na religii (tej właściwej) była za to dyskusja na temat internetu i telewizji, chociaż miał być temat o chrześcijaństwie xD. Pani mówiła o tym, że jest zaniepokojona tym, jak młodzież łatwo wierzy we wszystko, co jest napisane w internecie lub powiedziane w TV, i że te rzeczy są głupie i robią nam wodę z mózgu. Żeby nie było... nasza nauczycielka jest młoda. xD Żadne stare babsko czy coś (przypomniała mi się nauczycielka od niemieckiego, która wczoraj Fresie chciała wstawić -10 pkt za trzymanie długopisu), tylko młoda, zabawna pani. No, w każdym razie temat ten był tak interesujący, że prawie.. usnęłam. xD Nie no, dobra, dyskusja była spoko i wgl, ale ostatnio jestem przemęczona. Ale mimo wszystko jeszcze nigdy tak nie miałam - musiałam walczyć z tym, że oczy mi się co chwila zamykały i wgl. Straszne ... Wróciłam do domu i położyłam się na łóżku i zasnęłam, nawet nie wiedząc, w którym momencie. ;x I do 18.00 spałam. ;D A teraz znów mnie muli.
Jeszcze jedno. Wczorajszy komunikat na librusie od p. dyrektor:
Noszenie stroju szkolnego i identyfikatora zwiększa bezpieczeństwo uczniów w szkole, pozwala na skupieniu się na celach dydaktycznych i wychowawczych oraz kształtowaniu odpowiedzialności młodzieży.
To mnie rozwaliło i od razu na fejsa wstawiłam, więc wielka dyskusja się rozpoczęła. No bo jak to? Marynarka szkolna powstrzyma terrorystów przed atakiem na mnie? No, w każdym razie było to śmieszne, nawet teraz na kwejku się znajduje, kolega z klasy umieścił. :D WCZORAJ to było śmieszne. Ale nie dzisiaj. Szłam sobie z uśmiechem na twarzy, cała w skowronkach, na historię, żeby napisać zaległy test, a tu co widzę? P. dyrektor (która rzadko wychodzi z gabinetu) i panią vice. Co robią? 'Przepraszamy, bez identyfikatora nie przepuszczamy'... Cholera jasna mnie wzięła. Musiałam tam grzebać w plecaku przy nich, żeby założyć identyfikator, który normalnie zakładam, kiedy wchodzę do klasy, żeby udać się na lekcję. Wtedy już nie było śmiesznie, no ale dobra. Zobaczymy jak jutro - dzień bez mundurka. A może jednak z mundurkiem? Może wezmę na wszelki wypadek, z resztą istnieją wielkie szanse, że ktoś będzie chciał wykorzystać dzień BEZ ubezpieczających mundurków i napadnie na naszą szkołę. Wtedy, wiecie, będę potrzebować ochrony. -.-
Jutro idę na nocowanie do Groma chyba. Takie trochę chamskie wepchnięcie się, ale co tam.. ;/ Dobra, lecę, bo znów zasnę. Dobranoc. :D
PS. A w sobotę na mecz! ^^
And maybe I will miss you when your gone
And maybe time, time will prove me wrong
Cause my fingers want to slip when you hold my hand
When you touch my lips I'm sinking in the sand
And shouldn't it feel like I'm Alice in Wonderland
wtorek, 25 października 2011
I'm here for you.
Polegnę. Znaczy się jutro na matmie. No i w czwartek też - chyba piszę sprawdzian z historii. Mam nadzieję, że Strączek nie będzie się buldoczył o test z chemii, napiszę go w następnym tygodniu, bo w tym się nie wyrobię. ; /
Dzień bardzo pozytywny. Głównie z powodu wf-u, którego dziś nie było. Był mecz kosza, ale o tym zaraz. Wgl się tak podekscytowałam, bo ledwo weszłam na salę, a już pani Czerniak biegnie w moją stronę i krzyczy, że dawno mnie nie widziała. Jeeeejć, to było takie mega słooodkie (jak na nauczyciela ; o). Bo kurde. Ona uczy mnie od dwu miesięcy zaledwie, tak to się widywałyśmy na siatce raz w tygodniu, czasami nawet rzadziej, a ona o mnie pamiętała po tygodniu nieobecności! Hihi. :D A taka PJ nie przejmuje się mną wgl. -,- Kurna, nie mam pojęcia, ale zależy mi na tym, by miała o mnie dobre zdanie i żeby zauważała, jak mnie nie ma. Jestem beznadziejna. Ale w końcu jestem z Zrzędą jej "dziećmi" (ona jeszcze o tym nie wie, ale cicho!). xD
Co do Zrzędy - irytuje mnie ten mały kurdupel. Dlatego założyłam jego anty - klub. Klub ma nazwę Zgnębić upierdliwy Opór, w skrócie ZuO. Hyhy. :DD Ten upierdliwy Opór to Zrzęda jak coś. Jak chcecie, to zapisy do klubu są u mnie osobiście, także proszę się zgłaszać - im więcej osób, tym więcej gnębienia, huehuehue. xD Jak coś, to on już wie o tym klubie, także się nie martwcie. Stwierdził, że nie chce do niego należeć, bo nie chce się samemu gnębić. W sumie sensu trochę tu jest. Ale i tak zabolało mnie to, że odmówił, bo a) jest mniej osób w klubie (pff.. jestem tylko ja. xD) i b) gdyby był w ZuO, to można by się dowiadywać o obiekcie zainteresowania i o jego planach na przyszłość od źródła, a tak to trza będzie go śledzić i może nawet... użyć swoich zdolności Ninja, które siedzą tam głęboko (zawsze mogę pobierać nauki od Ziółka i Tancerza, hyhy :D). No, to tyle, jeśli chodzi o Zrzędę. No i jeszcze to, że domaga się Zrzęda adresu bloga, żeby mógł poczytać to użalanie się nad nim. Ale ja się nie poddam, będę nieugięta. :DD
Co do meczu.. AAAA. To było meeega. :d Dwie najlepsze rzeczy, jakie można wgl połączyć - Anglia i koszykówka. :D Grała drużyna angielska (słodkie, małe murzynki. ;3) przeciwko naszym. Ogólnie to była jakaś akcja Czerwona Kartka Rasizmowi czy coś takiego. Pff, i tak poszłam na stronę, po której kibicowało się Anglii. Siedziała tam pani Tor, od fizyki (wrr, najgorszy przedmiot sobie wybrała) i machała transparentem dla Anglii, tak że nic nie widziałam czasami, ale nieważne.. Najlepsze było to, że strona, która kibicowała zagranicznym gościom krzyczała: "Anglia, Anglia, Anglia!" albo jakieś dziwne wierszyki o wygrywaniu PO POLSKU. Powodzenia w zrozumieniu, chłopaki, rozumiem Was - uznaliście nas pewnie w tej kwestii za idiotów, ale OK. ;D Anglia wygrała oczywiście. <333 Potem pędem po autografy doo młodych (byli nieziemscy, to trza było pamiątkę wziąć. Jeszcze chciałam z nimi pogadać po ang. ale nie było okazji i się wstydziłam. ;C) i jakiś Hassan napisał mi 'I love you, Hassan' :D Dobra, pisał to każdemu, ale i tak się podekscytowałam. Ale kurde, te kilka słów pisał jakieś pół godziny, i to na moich plecach. xD Dobra, później do kolejnego, ale nie chciał podpisać, bo nie miałam długopisu, pff, a Martusia Krowa nie chciała pożyczyć. -.- Nienawidzę jej. Potem do numeru cztery, bo był zarąbisty na boisku, chociaż wyglądał najmłodziej. Od razu porwał ode mnie tą kartkę i do wszystkich zaczął pokazywać autograf Hassana i się z niego naśmiewać. xD Biedny chłopak. W końcu podpisał i wgl, i byłam mega szczęśliwa. Nie wiem nawet czemu, ale to są dwie rzeczy, którymi się podniecam - Anglia i kosz. <33 Kiedy już tam pojadę na stałe, będę mogła cały czas oglądać sobie mecze angielskiej koszykówki. Cudnie. :D
Ech, przypomniałam sobie o Olku. ; / Dziwnie się dzisiaj zachowywał. Zaprosił mnie na mecz koszykówki do Areny w sobotę. Ja mu na to, że zobaczymy i wgl, bo ... ugh.. nie chcę z nim! -.- To kilka razy jeszcze pytał, to ja mu na to w końcu, że 'jestem niezależną kobietą i idę sama' xD To on na to, że też będzie niezależną kobietą, która podczas meczu usiądzie obok mnie.. oO LOL?! Jeszcze coś w międzyczasie powiedział, że mój nos jest piękny. I KURNA .. nienawidzę swojego nosa, a wiem, że kłamał, bo zawsze się z niego naśmiewał (znaczy Olek z nosa, nie nos z Olka..) i się w sumie nie dziwię. Jak znajdę osobę, której spodoba się mój nos naprawdę, to chyba padnę trupem. xD No, w każdym razie miałam go trochę dosyć (nie nosa, tylko Olka. Chociaż nosa w sumie też. ;p) i nie chcę go spotykać na meczu. Ale powiedział, że się zdzwonimy. Och, super, nie mogę się doczekać. ;x
Dobra, lecę, bo jeszcze muszę ogarnąć majzę. ; / I tak będzie jedynka. -.-
Dzień bardzo pozytywny. Głównie z powodu wf-u, którego dziś nie było. Był mecz kosza, ale o tym zaraz. Wgl się tak podekscytowałam, bo ledwo weszłam na salę, a już pani Czerniak biegnie w moją stronę i krzyczy, że dawno mnie nie widziała. Jeeeejć, to było takie mega słooodkie (jak na nauczyciela ; o). Bo kurde. Ona uczy mnie od dwu miesięcy zaledwie, tak to się widywałyśmy na siatce raz w tygodniu, czasami nawet rzadziej, a ona o mnie pamiętała po tygodniu nieobecności! Hihi. :D A taka PJ nie przejmuje się mną wgl. -,- Kurna, nie mam pojęcia, ale zależy mi na tym, by miała o mnie dobre zdanie i żeby zauważała, jak mnie nie ma. Jestem beznadziejna. Ale w końcu jestem z Zrzędą jej "dziećmi" (ona jeszcze o tym nie wie, ale cicho!). xD
Co do Zrzędy - irytuje mnie ten mały kurdupel. Dlatego założyłam jego anty - klub. Klub ma nazwę Zgnębić upierdliwy Opór, w skrócie ZuO. Hyhy. :DD Ten upierdliwy Opór to Zrzęda jak coś. Jak chcecie, to zapisy do klubu są u mnie osobiście, także proszę się zgłaszać - im więcej osób, tym więcej gnębienia, huehuehue. xD Jak coś, to on już wie o tym klubie, także się nie martwcie. Stwierdził, że nie chce do niego należeć, bo nie chce się samemu gnębić. W sumie sensu trochę tu jest. Ale i tak zabolało mnie to, że odmówił, bo a) jest mniej osób w klubie (pff.. jestem tylko ja. xD) i b) gdyby był w ZuO, to można by się dowiadywać o obiekcie zainteresowania i o jego planach na przyszłość od źródła, a tak to trza będzie go śledzić i może nawet... użyć swoich zdolności Ninja, które siedzą tam głęboko (zawsze mogę pobierać nauki od Ziółka i Tancerza, hyhy :D). No, to tyle, jeśli chodzi o Zrzędę. No i jeszcze to, że domaga się Zrzęda adresu bloga, żeby mógł poczytać to użalanie się nad nim. Ale ja się nie poddam, będę nieugięta. :DD
Co do meczu.. AAAA. To było meeega. :d Dwie najlepsze rzeczy, jakie można wgl połączyć - Anglia i koszykówka. :D Grała drużyna angielska (słodkie, małe murzynki. ;3) przeciwko naszym. Ogólnie to była jakaś akcja Czerwona Kartka Rasizmowi czy coś takiego. Pff, i tak poszłam na stronę, po której kibicowało się Anglii. Siedziała tam pani Tor, od fizyki (wrr, najgorszy przedmiot sobie wybrała) i machała transparentem dla Anglii, tak że nic nie widziałam czasami, ale nieważne.. Najlepsze było to, że strona, która kibicowała zagranicznym gościom krzyczała: "Anglia, Anglia, Anglia!" albo jakieś dziwne wierszyki o wygrywaniu PO POLSKU. Powodzenia w zrozumieniu, chłopaki, rozumiem Was - uznaliście nas pewnie w tej kwestii za idiotów, ale OK. ;D Anglia wygrała oczywiście. <333 Potem pędem po autografy doo młodych (byli nieziemscy, to trza było pamiątkę wziąć. Jeszcze chciałam z nimi pogadać po ang. ale nie było okazji i się wstydziłam. ;C) i jakiś Hassan napisał mi 'I love you, Hassan' :D Dobra, pisał to każdemu, ale i tak się podekscytowałam. Ale kurde, te kilka słów pisał jakieś pół godziny, i to na moich plecach. xD Dobra, później do kolejnego, ale nie chciał podpisać, bo nie miałam długopisu, pff, a Martusia Krowa nie chciała pożyczyć. -.- Nienawidzę jej. Potem do numeru cztery, bo był zarąbisty na boisku, chociaż wyglądał najmłodziej. Od razu porwał ode mnie tą kartkę i do wszystkich zaczął pokazywać autograf Hassana i się z niego naśmiewać. xD Biedny chłopak. W końcu podpisał i wgl, i byłam mega szczęśliwa. Nie wiem nawet czemu, ale to są dwie rzeczy, którymi się podniecam - Anglia i kosz. <33 Kiedy już tam pojadę na stałe, będę mogła cały czas oglądać sobie mecze angielskiej koszykówki. Cudnie. :D
Ech, przypomniałam sobie o Olku. ; / Dziwnie się dzisiaj zachowywał. Zaprosił mnie na mecz koszykówki do Areny w sobotę. Ja mu na to, że zobaczymy i wgl, bo ... ugh.. nie chcę z nim! -.- To kilka razy jeszcze pytał, to ja mu na to w końcu, że 'jestem niezależną kobietą i idę sama' xD To on na to, że też będzie niezależną kobietą, która podczas meczu usiądzie obok mnie.. oO LOL?! Jeszcze coś w międzyczasie powiedział, że mój nos jest piękny. I KURNA .. nienawidzę swojego nosa, a wiem, że kłamał, bo zawsze się z niego naśmiewał (znaczy Olek z nosa, nie nos z Olka..) i się w sumie nie dziwię. Jak znajdę osobę, której spodoba się mój nos naprawdę, to chyba padnę trupem. xD No, w każdym razie miałam go trochę dosyć (nie nosa, tylko Olka. Chociaż nosa w sumie też. ;p) i nie chcę go spotykać na meczu. Ale powiedział, że się zdzwonimy. Och, super, nie mogę się doczekać. ;x
Dobra, lecę, bo jeszcze muszę ogarnąć majzę. ; / I tak będzie jedynka. -.-
poniedziałek, 24 października 2011
Was it a dream?
Kuuuurczę, mam zły humor. Tyle pracy mam z matematyki z nadrabianiem, a jeszcze angielski zaraz. Robię tą głupią kartkę i zadania z tamtego tyg. od 15 i jeszcze nie widzę końca, a i tak nic kurde nie rozumiem. Tales jest powalony i czuję, że będę miała 1 z testu, a w najlepszym przypadku 2. ; / Nie chcę sobie spieprzyć jeszcze bardziej średniej, bo walczę o 4 na koniec roku. Jestem taka beznadziejna w matmie, zwłaszcza w geometrii.. wgl nie widzę w tym żadnego sensu. -,-
Na dodatek D. zlewała mnie dziś cały dzień. ; ] Przytuliła mnie po matmie i uznała, że mam na nią focha, więc co zrobiła? Unikała mnie cały dzień. xd No, trudno. Jak mówiłam - nie mam już zamiaru starać się o przyjaźń bez wzajemności. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego jeszcze niedawno byłam taką 'wspaniałą przyjaciółką, którą kocha', skoro zapomina o mnie zupełnie w momentach, w których potrzebuję wsparcia. Dziewczyny, pewnie się już domyśliłyście o kogo chodzi. To na nią cały czas narzekałam, ale dobra. ; p
Jutro znowu opuszczam ang, a w czwartek test, także zajebiście, bo nie wiem jakie Szymon (taka ksywka dla nauczycielki. xd) robi sprawdziany, to dopiero pierwszy, który z nią przeżyję.
Pani Śmigiełko jest bardzo niemiła. Kuuuurde, ja rozumiem, że kółko z niemieckiego jest ważne itede, ale jak idę na wyrównawcze z matmy (po których i tak nie zrozumiałam lepiej, wręcz przeciwnie - rozumiem jeszcze mniej xD), to chyba nie znaczy, że się zrywam z tego kółka! A ona po chamsku (po chamsku dla mnie i Oczojebnej Jacket) dała Zrzędzie (przewodniczący klasy) i Rudej (kumpela) pracę na 6 i kazała nam przekazać wiadomość, że oni to mają, a my nie. Wiecie, żebyśmy żałowały, że ominęłyśmy kółko z tego pięknego przedmiotu. ^^
Jeszcze dziś Mazurek przemawiał. Przewodniczący szkoły kurde, za 3 grosze chyba. Najlepsze i tak było, jak biliśmy brawo Mikserowi za każdym razem, kiedy coś powiedział. xDD Nie lubię Mazurka, a później musiałam jeszcze wysłuchiwać listy Zrzędy pt. "Dlaczego nie lubię Mazurka" (dobra, on go tak nie nazwał, ale to moja ksywka dla niego), także miałam dość Mazurka jeszcze bardziej. Zgadzam się ze Zrzędą w każdym razie, chociaż nie wiem, co on ma do włosów i ubrań Mazurka. Przecież nie wygląda jak żul. xD Włosy też chyba miał umyte, nie wiem, nie patrzyłam. Zrzęda marudzi, jak zwykle. Dlatego właśnie ta ksywa. :DD Mam nadzieję, że się nigdy nie dowie o tym, zwłaszcza po naszej rozmowie przed niemieckim (przerywanej stale przez Mięso i Rudą, zwłaszcza przez Mięso, który stęsknił się za tyraniem mnie. -,-). Zrzęda mówił, że Mięso i Ruda już mu mówili, jak to często na niego wrzucam, Mięso nawet pokazał mu mojego smsa, którego napisałam ze szpitala, żeby walnął Zrzędę. Kuuuurde, co za paple. xD W każdym razie Zrzęda zrzędził, że na niego narzekam i życzył mi ponownego powrotu do szpitala. XDD Pfff. To ja na to, że lepiej było mi w szpitalu niż w szkole, także złamię sobie nogę. Poprosiłam o to Mięso, ale on nie chciał. Oczojebna Jacket i Zrzęda też się nie zgodzili. To ja walę do Warzywa, a on, że okej, tylko chwila, bo chce się napić. To Mięso na złość mi, rzucił się na mnie, żeby nie łamano mi nogi i razem z Jacket i Rudą zaczęli mnie łaskotać. Pfff. Ale przynajmniej Warzywo zdradził mi, żebym dzisiaj moczyła nogę w occie, to jutro będzie miękka i będzie łatwo złamać, hyhy. :DD
No i nie myślcie sobie, że się nie zemściłam na Rudej. Najsłabsze ogniwo, także mogłam sobie na to pozwolić. Zaczęłam jej robić łaskotanie typu Śruba, to łatwo zleciała na podłogę i leżała, błagając o przerwę. Kazałam jej przeprosić, więc to zrobiła i było git. Na Oczojebnej Jacket nawet nie ważyłam się zemścić, jeejku, ale byłoby ostro, gdybym spróbowała. ; o Zawiązałam wtedy sojusz z Rudą i rzuciłyśmy się na Mięso. Zaczął się mścić kurde, ale przynajmniej zdążyłyśmy położyć go na łopatki. Później zawarł pokój z Rudą, a mnie dalej tyrał, pfff.
Widzicie jakie mam ciężkie życie z łaskotkami? Ale przynajmniej fajnie było nawet. Wtedy... Bo teraz nie jest tak zabawnie. ;/
Dobra, spadam, bo przecież kochana matma czeka. : )
niedziela, 23 października 2011
Ach.
Hyhy. Całkiem pozytywnie. :D Nie mogę przestać o Nim myśleć. No ale kuuuurde, był dla mnie ostatnio taki miły. I ciągle jest. *_* Pisał do mnie przez cały ten tydzień, nawet z polskiego (jak PJ go nie zauważyła?! Przecież ona ma oczy dookoła głowy. xd), a jak wróciłam, to wiadomości na gg, później esemesy, czemu go unikam i wgl. Wieeem, że się bez sensu tym ekscytuję, ale nigdy nie miałam tak wspaniałego przyjaciela. Poza tym to facet. Niewielu facetów w obecnych czasach potrafi się tak zachować niestety. ;/ Dobra, a tak poza tym to ciągle się zastanawiam, czemu staram się o przyjaźń niewłaściwych osób. Angie mi już to wypomniała i ją rozumiem, bo ma rację.. Po prostu ciągnie mnie do ludzi, których nic nie obchodzę, ech. Weźcie mi jakąś terapię szokową zróbcie, to może wynormalnieję w tej kwestii :D
A, jak coś to nie przeraźcie się tego zdjęcia, które dziś wkleiłam. xd Po prostu miałam potrzebę pokazania Wam tego beznadziejnego zdjęcia z lunaparku bodajże. Tydzień temu przyjechała do nas rodzina ze wsi i byli tak zafascynowani pójściem do naszego podupadającego lunaparku, więczabraliśmy ich i przy okazji porobiłam sobie głupie zdjęcia w tych dziwnych lustrach. xD
piątek, 21 października 2011
Remember me.
Powoli wracam do życia. : ) Dziś wróciłam do domu, nareszcie. Bardzo mnie to cieszy, chociaż szczerze czegoś mi brakuje. Dziewczyny, które poznałam, są naprawdę miłe, a chociaż byłyśmy zupełnie inne, świetnie się rozumiałyśmy i dogadywałyśmy. Szkoda. ;c Nie to, że chciałam siedzieć TAM dłużej - o nie, to paskudne miejsce, ponure i smutne. Po prostu miałam wrażenie, że TAM ludziom na mnie zależy. Wróciłam do domu - to uczucie znikło. Zdałam sobie sprawę, że tyle nas wszystkich jest, każdy dba o siebie w tym wielkim świecie i wgl... Na dodatek jest mi smutno, bo wiele osób, na które bardzo liczyłam, po prostu zapomniały o mnie w tym ciężkim dla mnie okresie.. ;c I nie, nie marudzę teraz, więc darujcie sobie komentarze typu, że pieprzę bez sensu, bo nawet nie znacie całej sytuacji. No, ale tak jak mówiłam: tylko niewielka garstka ludzi o mnie pamiętała, wielu moich "przyjaciół" nie wie nawet, że jestem w domu.. : )
Dobra, lecę. Oglądamy z mamą "Pamiętniki Wampirów". Muszę teraz odpoczywać i regenerować siły, dlatego nie będzie mnie zbyt dużo czasu na kompie. Piszcie, co tam u Was. ;D Nie było mnie tu kilka dni, także mówcie, jak tam. :D
Dobra, lecę. Oglądamy z mamą "Pamiętniki Wampirów". Muszę teraz odpoczywać i regenerować siły, dlatego nie będzie mnie zbyt dużo czasu na kompie. Piszcie, co tam u Was. ;D Nie było mnie tu kilka dni, także mówcie, jak tam. :D
niedziela, 16 października 2011
sobota, 15 października 2011
Read my mind.
Szlag. Napisanie na blogu to coś, czego mi było trzeba. A to 'szlag' na początku, to dlatego, że poprawiłam się w krześle i zabolał mnie brzuch. Już dwa dni mnie boli. I to prawa strona. Tata miał dokładnie tak samo z wyrostkiem... ;c Tabletki nie działają, mięta nie działa, rumianek nie działa.. Co jak to naprawdę wyrostek? Nie chcę, żeby mi go usuwali! Zdążyłam się do niego przywiązać przez te 15 lat wspólnego życia! xD Poza tym jeśli to on tak boli, to mógłby się uciszyć, mam ważniejsze sprawy na głowie niż kwiczenie z bólu..
Ważniejsze. O ile naukę uznaje się za ważniejszą sprawę. ; / Za dużo wzięłam na siebie tych konkursów, teraz żałuję. Nie wezmę udziału w Fascynującej Fizyce, nie miałam czasu ogarniać tego dzisiaj, a jutro mamy gości, także będę miała też problemy ze zdążeniem z pracą domową. ;c Dziś przypomniałam sobie, że we wtorek jest sprawdzian z historii, a po ostatnim teście obiecałam sobie, że nie będę zostawiała nauki na ostatnią chwilę. Zrobiłam więc tak szczegółowe notatki, że można to nazwać przepisaniem podręcznika. Przez 4 h zdążyłam zrobić notatki 4/8 tematów, także jeszcze wiele pracy przede mną. Jeden sobie daruję, bo robiłam z tego referat z koleżanką, poza tym barok to łatwizna. W tym temacie na szczęście nie ma bitew. ;d
Poza tym żałuję, że dałam się wciągnąć w konkurs z geografii. Przekonało mnie to, że w poprzednich klasach Dominika dostawała 6 za dużą ilość punktów, chociaż nawet nie przeszła do dalszego etapu. To mnie zachęciło niesłusznie. Zrozumiałam to wczoraj po długiej przemowie PD w tramwaju na temat brania na siebie zbyt dużej ilości konkursów. Zawstydziłam się normalnie. ;x
Ściągnęłam sobie kilka piosenek Alexz Johnson, chyba nowych. Szczególnie spodobała mi się Alice in Wonderland. Cudowna. <3 Nie muszę chyba mówić, że jej głos jest dla mnie najwspanialszy na świecie, czysty, mocny, charakterystyczny i wgl! :D Darii się nie podoba, z drugiej jednak strony nasze gusta w prawie każdej sprawie się różnią, także sie nie przejmuję. Piosenki Alexz Johnson (te z solowej kariery) albo mi się podobają albo nie. Tzn. są albo cudowne albo beznadziejne i nie da się ich słuchać. Rzadko trafia się coś pomiędzy. Ta muzyka to zupełnie coś innego niż Gwiazda od Zaraz, serial, z którego większość osób ją zna. Na dodatek boli mnie to, że w Polsce ma mało fanów, nie ma tu jej płyt i wgl, a za oceanem jest znana i kochana. -,- Polska jest zacofana!
Hehe, muszę iść na pobieranko krwi w czwartek. :D Tylko że tak jakby przypadkiem wymsknęło mi się, że mam wtedy test z chemii i tata stwierdził, że postara się załatwić pobieranie w piątek. Proooszę, oby w piątek mieli zamknięte! : O Nie to że coś, ale chemia to nie moje klocki. Ale się cieszę, bo nauczycielka mnie chyba lubi i nawet pamięta moje imię (nieważne, że ostatniej lekcji było na mnie wielkie USPOKÓJ SIĘ z jej strony, cóż, przesadza, rozmowy na lekcjach to normalna rzecz. xd). To może mieć związek z tym, że byłam nadmiernie pobudliwa, kiedy opowiadałam jej o tym, że uczyła moją matkę (nie ma stu lat jeszcze, zapewniam), ale nieważne. ;p
Dobra, idę. Mam dosyć nauki i chyba pójdę lulu. Trzymajcie się i śpijcie dobrze. Jutro ostatni dzień wolności. ;D
piątek, 14 października 2011
Hero in me.
Byłam w kinie, jak wiecie. :D Film całkiem niezły, chociaż Urbańska jest sporą jego wadą. Jak stwierdziła moja kumpela, zapewne wzięli ją tylko dlatego, że jest niezła dupą. Ma rację. Bo może Urbańska ładnie śpiewa, ale z graniem trochę gorzej.
Strasznie zimno. Chyba coś ze mną nie tak. Mam bluzę, kurtkę, chustę, a i tak drżę z zimna, i to dosłownie, serio. Wszyscy wokół jakoś się trzymają i jest im ciepło, tylko ja tak strasznie odczuwam tą pogodę... To + mój pęcherz utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ze mną nie tak. ;d
Byłam u Darii. Skończyłyśmy Clannada, moje 4. w życiu anime. Dodam, że pierwszym, które obejrzałam, było School days. Ci, którzy to obejrzeli do końca, wiedzą, co to oznacza. Serdecznie pozdrawiam tych ludzi! :D Co do Clannada natomiast, to jakoś tak mi źle. Wiecie, moja przyjaciółka płakała na tym 2 razy i dzisiaj też się powstrzymywała, ale u mnie jakoś nie wywołało większego wzruszenia. Oczywiście (UWAGA, SPOILER DLA TYCH, KTÓRZY JESZCZE TEGO NIE OBEJRZELI!) było mi smutno po śmierci Nagisy, nastąpiła taka pustka wtedy, ale jakoś specjalnie mnie to nie porwało. Skończyło się pięknie i wgl, choć nadal nie rozumiem sensu tego drugiego świata. ;x Poza tym za mało było Sucharka (wybaczcie, ale cholera mnie bierze, jak mam spamiętać te wszystkie imiona i nazwiska, dlatego je przekształcam. Dla wyjaśnienia - chodzi mi tutaj o najlepszego kumpla Okazakiego). I żałuję, że ma czarne włosy, ale to pomińmy. Moja miłość do niego nadal się nie ulotniła. :DD
Mam mnóstwo pracy na ten weekend - chyba wezmę udział w konkursie "Fizyka jest fascynująca", chociaż sam tytuł konkursu przeczy moim poglądom na temat owego przedmiotu. Nic z tego nie rozumiem i nie umiem, ale wystarczy mieć 50%, żeby przejść dalej, są pytania zamknięte, tylko jedna odpowiedź poprawna, a wygraną (tzn. jak się przejdzie do 3. etapu i jakiś wynik się zdobędzie) są laptopy, drukarki itede. Chcę własnego laptopa! Poza tym nauka do biologii, na kółko, bo babka wymaga od nas, żebyśmy sumiennie uczyli się do konkursu biologicznego w listopadzie. Na dodatek zrobić kartkę egzaminacyjną z matmy, głupi polski (długie formy wypowiedzi) i wgl.. masakra. ;c
Zaraz oglądam Pamiętniki Wampirów z mamą, oczywiście, jeżeli wcześniej posprzątam. -,- Wgl jakoś nie podoba mi się 3. sezon, taki niedorobiony, nudny, ciągle o tym samym. Chciałabym, żeby Stefan dzisiaj pożarł Elenę i żeby było ciekawiej, ale tak się nie stanie, co? Żeby tylko Alaric, Damon, Caroline i Katherine przetrwali, to reszta będzie spoko. :D
Dobra, to tyle na dziś. Chyba. Miłego wieczoru piątkowego. : )
czwartek, 13 października 2011
18:18.
Hej, jak tam się czujecie? Weekend przyszedł! No, może niedosłownie, ale wiecie - jutro Dzień Nauczyciela. Ja ze swoją klasą idę do kina na Bitwę Warszawską 1920 czy jakoś tak. ; p Nie wiem, nie przepadam za filmami historycznymi i wojennymi, chociaż samą historię lubię. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w 3D :D.
Martwię się trochę terminami wydania nowego numeru szkolnej gazetki. To przecież będzie moja wina jak wszystko nawali. ;C Chciałabym to wydać już w następny poniedziałek, jednak nie wiem, czy się uda. Zwłaszcza że do redakcji dołączyły jakieś młode, lekko nieogarnięte pierwszoklasistki. Matko, nie wiem jak wcześniejsze roczniki, które tworzyły gazetkę, mogły wytrzymać np. z nami. Byłyśmy chętne do pisania, ale brakowało nam wprawy. Przez te kilka lat wiele się zmieniło, naprawdę. Nie tylko pod względem gazetki, oczywiście, ale jakoś ostatnio zaczęłam dostrzegać pewne różnice. Nawet w sobie. Mam nadzieję, że zmieniłam się pozytywnie, chociaż, szczerze mówiąc, sama czasami siebie wkurzam. Jestem zbyt wybuchowa i nieopanowana. No i dziecinna w niektórych momentach. Ale nie chcę dorastać. Te obowiązki, znajomości, czasami brak wolności.... to wszystko mnie przytłacza z lekka. Czasami właśnie chciałabym wrócić do czasów przedszkolnych, jednak wtedy nie byłam tak bardzo świadoma tego, co robię. Film się urywa, zupełnie jakbym była pijana.
Zna ktoś jakąś dobrą muzę? Ostatnio jakoś skończyły mi się rzeczy do słuchania i nieszczególnie wiem, czego się chwycić. Piszcie. :D Ale pamiętajcie - moim numerem jeden zawsze będzie Anberlin - Enjoy the silence. Cover Depeche Mode, ale wgl mnie odrobinę lepszy, niż oryginał. :D Bardziej żywo i pobudzająco nagrane, dlatego polecam. ;)
środa, 12 października 2011
How I Feel.
Czuję się jak jakaś męczennica. Pewnie pomyślicie, że przesadzam, ale nie wiecie wszystkiego. Niektóre sprawy trzeba przemilczeć i zachować dla siebie. ;C
Dzisiaj byłam u doktorowej. Mam problem. Muszę się wybrać do ginekologa. Cudownie, świetnie i wgl. Boję się tego człowieka. Ja tam nie pójdę, nie dam rady. : O Czy muszę być tak nienormalna, czy nie może być ze mną choć raz w porządku?!
Rodzice też niczego nie ułatwiają... Fight, fight, fight, oby tak dalej, to na pewno wszyscy wytrzymamy psychicznie. ;]
Byłam dzisiaj na 1. angielskim w nowej grupie - wyższa średnio - zaawansowana czy coś takiego. Dziwnie się czułam... Ciekawe czemu? Może dlatego, że były tam dwie dziewczyny o jakiś rok, dwa lata starsze ode mnie, a reszta kobiety dobrze po trzydziestce i facet w tym samym wieku, co one. ; o Nauczycielka była pod wrażeniem, że jestem w gimnazjum, także czuję się dumna. Chociaż to mi się udaje. Tylko po cholerę chcę studiować filologię angielską skoro pojadę do Anglii kiedyś i nie będzie mi to wgl potrzebne? W sumie to nie wiem, jak będzie wyglądała moja przyszłość itede, ale lepiej się zabezpieczyć. Lubię mieć wszystko zaplanowane. ; )Jutro kartkówka z chemii i gegry. Gegrą się nie przejmuję. Chemia mnie martwi - nie chcę dostać kolejnej jedynki, którą poprawię na piątkę. Dlatego powinnam się wziąć za siebie i odejść od kompa. ;C
Wiem, że notka dzisiaj taka bałaganiasta i nieposkładana, ale chyba właściwie odzwierciedla mój stan.. Ech. Będzie lepiej, co nie? :D
Did you just waste your breath
Asking me how I feel today
Or do you really want to know?
wtorek, 11 października 2011
Loser.
Przegraliśmy. ŁKS przegrał z Sopotem dwudziestoma dwoma punktami... Dobijające. Wielki Brat (mój brat cioteczny) mówi, że to wina Ani, bo przyniosła pecha, ale oczywiście żartuje. Jak zawsze. Ale również był załamany porażką. No, nie dziwię się. Tak ładnie zaczęliśmy - prowadzenie co najmniej dziesięcioma punktami! A oni nas po prostu pocisnęli...!
Nie powinnam była dzisiaj iść. Rodzice mówili: "Zostań w domu, brzydka pogoda", to ja się uparłam, bo chciałam zobaczyć nasze drugie zwycięstwo w ekstraklasie. A tu taka dupa wołowa, za przeproszeniem. ;<
Fuuuck, nie przypuszczałam, że tak będę rozpaczać po przegranej ŁKS-u. Zrozumcie, ja przecież kiedyś nie przepadałam za sportem, meczami, kibolami itede. Nie chciałam iść z Wielkim Bratem na kosza, kiedy się pytał. A teraz? Teraz to ja prawie że płaczę po porażce naszego ukochanego klubu.. ;C
No cóż, walczyliście dzielnie, chłopaki!
PS. Ten Którego Nienawidzę się poprawił. Najwidoczniej moje 'będę szczera' podziałało. Pisze sam, rozpacza razem ze mną... nie rozumiem. Zapewne schrzanię to do jutra, bo jakżeby mogło być inaczej.
You think you know me? You're wrong.
Zaiście ciekawy dzień. Mówiąc ciekawy, mam na myśli żenujący, beznadziejny, bezowocny i ogólnie nieudany. Zwłaszcza teraz jakoś nie idzie mi rozmowa z najlepszym kumplem. "Najlepszym kumplem", hę?
Spotkanie z Sapkowskim, chyba najbardziej interesująca część dnia, o ile nie pójdę dziś na mecz koszykówki. Muszę iść! W każdym razie mam autograf Sapkowskiego i coś z tego spotkania wyniosłam. Głupio tylko, że w taką pogodę musieliśmy wracać do szkoły i mieć jeszcze angielski. Widocznie nasza szkoła bardzo o nas dba i nie chce, byśmy zgłupieli. Ale i tak "Wiedźmina" nie przeczytam. Nie po tym, jak obraził moją kochaną J. K. Rowling i Harry'ego Pottera. No, nieważne.
Ech, Ten Którego Nienawidzę prowadzi ze mną teraz poważne rozmowy. Nie rozumiem tego.. ;c Powiedziałam mu wprost, co myślę o jego ostatnim zachowaniu i o tym, jak mnie zranił.. a on.. zaczął przepraszać i prosić, żebym mu powiedziała, co ma zrobić, bym przestała się na niego gniewać. Może to ja przesadzam? Jestem wredna. Ale po prostu zależy mi na przyjaźni z nim, a on zaczął mnie olewać, od kiedy... no, nieważne. Powiedzmy, że: here we go again. Muszę przerabiać z nim znów ten temat. ;]
A co do innych chłopaków, powiem Wam tak: jestem bardzo przez nich lubiana, w klasie po prostu każdy mnie ubóstwia, nazywa "Kamilcią" i prześcigają się wszyscy, by mi dogodzić.
Fail, pomyliłam osoby. Przecież to było o Karolinie.
O mnie tak: nikt mnie nie lubi, mało tego - dziś Banan i jakże kochany Juluś zaczęli mnie nazywać Pokemonem. ; ] No i wielkie polewki z tego mieli, jak słodko. Na Piotrka się nie gniewam, bo wiem, że jak jest sam, to jest normalny. Co do Banana nie wiem, ale dzisiaj akurat dowalał mi najbardziej. Co do Julka - szkoda słów. Wystarczy rok doświadczenia na dodatkowym angielskim i już wykitowałam. ; ]
Dobra, napiszę później, kto wygrał i jak było na meczu z Anią. :** ŁKS ma wygrać, innej opcji nie widzę! :D
poniedziałek, 10 października 2011
Lost my hope.
Okej, wiem, co sobie pomyślicie: prowadzi blog niecały dzień, a już zrzędzi. Ale tu naprawdę wcale nie o to chodzi. Nie wiem czemu, ale myślę, że opisanie tu mojego problemu pomoże mi w rozwiązaniu go czy coś w tym stylu. Wiecie, to jest tak jak z pamiętnikiem. Tylko że pamiętnika nie chce mi się zbyt bardzo pisać, bo tyle trzeba opisywać, a ręka męczy się tak szybko...
Moim problemem jest On. Pojawił się dzisiaj w szkole. Ogólnie dużo dzisiaj absolwentów odwiedziło progi naszego gimnazjum, w tym Loczek (na razie nie zgłębiajmy historii tutaj wymienionych ;x), ale z niego to mi się raczej śmiać chciało. Pomyśleć, że kiedyś był taki ładny, z tymi swoimi wyprostowanymi włosami i lekkim uśmieszkiem... Teraz wspominam go raczej źle, sama nie wiem czemu. Ale wróćmy do Niego. Pozwolę sobie nazwać Go Piotrusiem Panem.
Pojawił się tak nagle. W sumie to nie nagle, jedynie Asia gwałtownie zwróciła mi uwagę, a ja akurat rozmawiałam z nauczycielką języka polskiego, i tak jakoś wyszło... Miałam się nie odwracać. Miałam się, cholera jasna nie odwracać! Ale się odwróciłam.
Szedł korytarzem, z tą swoją niepewną miną, krótkimi włosami (tak jak zapamiętałam to ostatnio. Ach, gdzie te Twoje włosy, gdzie, ja się pytam?!) i tą wspaniałą bluzą, której nigdy nie zapomnę... :C Czerwono-czarna, czyli moje ulubione zestawienie dwóch kolorów. Co, jak się zastanowić, przypomina mi, że Kotlet ma bluzę w takim samych kolorach i bawiłam się nią na spotkaniu do bierzmowania, kiedy stwierdził nagle, że zapewne podoba mi się ona, bo to kolory diabła. Pfff, proszę Was. Nie wyznaję szatana. Jestem raczej grzeczna i wgl (pomijając fakt spowiedzi...), więc naśmiewanie się z mojej religijności głęboko mnie uraża.
No, ale wracając do tematu: kiedy Go zobaczyłam, serce mi stanęło. No, może niedosłownie, ale wiecie, o co mi chodzi. A ja, szczerze powiedziawszy, tego stanu nie lubię (tak, idioto, możesz czuć się winny, bo jeszcze rok temu doprowadzałeś mnie do zawału za każdym razem, kiedy byłeś blisko!). Od razu spiekłam buraka i zaczęłam się śmiać jak głupia (zdenerwowanie?) przy swojej nauczycielce, która, nawiasem mówiąc, uczyła go polskiego, także mogła się domyślić, co jest grane. Dobrze, nie domyśliła się, bo z zapałem opowiadała o konkursie z polskiego, w którym mam wziąć udział. No ale jednak.
Chodzi o to, że kiedy Go widziałam, to uczucie wróciło na nowo. Może nie tak mocno jak w tamtej klasie, ale coś poczułam. A to uczucie nie jest mi miłe. ;C Kiedy weszłam do sali, na chwilę zapomniałam o Nim z powodu wspaniałej biologii i jeszcze wspanialszej trói plus z kartkówki z genetyki, ale teraz... sami widzicie - gadam tylko o nim... ; (
Weźcie mnie uzdrówcie, co? Będę bardzo wdzięczna.
Hej.
Dobra, więc kilka słów ode mnie: nie mam pojęcia, jak się tu prowadzi bloga, bo zawsze miałam na onecie (chociaż nie jest to tak skomplikowane, dlatego dojdę do wszystkiego w jakieś... 5 minut xd), ten założyłam, bo mnie przyjaciółka poprosiła (patrzcie: nazwa bloga). Tak, wiem, pewnie pomyślicie: po co zakładać bloga dla przyjaciółki? Ano, nie wiem. Nikt nie mówił, że świat jest prosty. Dobra, lubię prowadzić blogi, jeśli taka odpowiedź Was usatysfakcjonuje. : ) Okej, wiem, że Was nie usatysfakcjonuje, bo przecież nikt tego nie przeczyta. Może to i nawet lepiej? Mniejsze ryzyko wpadnięcia na kogoś znajomego, na którego np. tu nawrzucam. :D
Co musicie jeszcze wiedzieć? Nie lubię krótkich notek, ale też nie będę Was nudzić swoim jakże ciekawym życiem. Jestem marudna, ale też wesoła, czasami mam downa (warto wiedzieć, takie małe ostrzeżenie :D) i mam dużo energii (nie według moich rodziców, oczywiście, bo nie mam tu na myśli aktywności sprzątniczej, o którą tak często prosi mnie mama - stuprocentowa pedantka), no i chyba tyle. A, i kocham Harry'ego Pottera. Dobrze zastanówcie się zanim podejmiecie jego temat na tym blogu, bo Wam później nie daruję. A tego raczej byście nie chcieli.
No tak, zapraszam do czytania i inne te bzdety (nie umiem zachęcać ani reklamować). Mam nadzieję, że się spodoba, chociaż nie obiecuję wielu ekscesów i wzniesień w moim życiu. Ot co, szare życie nastolatki, która od dnia do nocy zapierniczać musi z pracą domową, nauką, hobby itede. Także wiecie, co robić. Czekam na Was. :D
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











